
Nie trzeba daleko szukać, żeby znaleźć kraj, który wciąż ma w sobie coś dzikiego i autentycznego. Albania potrafi zaskoczyć – raz widokiem gór i urwisk, chwilę później morzem tak błękitnym, że trudno uwierzyć, że to Europa. Ale żeby naprawdę poczuć ten kraj, warto mieć samochód.
Z lotniska w Tiranie można od razu ruszyć w drogę. Wynajem auta przezwypozyczautoalbanii.pl to dobry start – prosto, bez kart kredytowych, lokalnie. Nie trzeba kombinować. Wystarczy kilka kliknięć i można jechać.
Na północ droga prowadzi do Shkoder – miasta nad ogromnym jeziorem, gdzie ludzie wieczorami siadają na rowerach, a nad miastem górują ruiny zamku Rozafa. Dalej można jechać w stronę Theth – małej wioski ukrytej w górach, z wodospadem, mostem z kamienia i jednym sklepem, który też czasem jest zamknięty. Droga do Theth jeszcze niedawno była trudna, dziś spokojnie da się ją pokonać zwykłym autem, choć wąska i kręta, więc lepiej nie się spieszyć.
Na południu wszystko się zmienia. Mniej dzikości, więcej słońca. Berat wygląda jak z pocztówki – białe domki na wzgórzu, rzeka, cisza. W Gjirokastrze brukowane uliczki prowadzą pod górę, a z zamku widać całe miasto. I tylko koty mają czas na wszystko.
Później zaczyna się wybrzeże. Przez Llogara Pass – przełęcz, gdzie nawet w lipcu jest chłodno – zjeżdża się serpentynami w stronę Riwiery. W Dhermi plaża ciągnie się bez końca, w Himarze czas płynie wolniej, a w Ksamilu woda ma kolor, którego nie da się opisać. Tam warto zostać trochę dłużej.
Dla tych, którzy lubią mieć wybór, Rent From Locals to platforma, gdzie można wynająć auto bezpośrednio od mieszkańców – bez call center, bez ukrytych kosztów. Często taniej, czasem nawet z dostawą do hotelu. Działa to zaskakująco dobrze.
W Albanii nie ma autostrad jak w Niemczech, ale są drogi, na których chce się zatrzymać co pięć minut. Nie ze względu na ruch – bo tego akurat nie ma dużo – tylko dlatego, że krajobraz zmienia się jak w kalejdoskopie. Gaje oliwne, góry, morze, znowu góry. A potem nagle stado owiec na środku asfaltu.
Nie trzeba mieć planu. Wystarczy mapa, trochę baku i ochota, żeby skręcić w drogę, której nie zna Google.









