
W opinii europosłanki polska kultura ze względu na swoją oryginalność i atrakcyjność stała się jednym z najważniejszych narzędzi promocji naszego kraju za granicą. Kreatywni twórcy i interesujące projekty są zauważane i doceniane, a takie wydarzenia jak Festiwal Filmowy w Cannes pokazują, ile znaczą nazwiska polskich reżyserów na arenie międzynarodowej. Joanna Scheuring-Wielgus przyznaje, że obecność filmów z Polski na najważniejszych festiwalach świata, chociażby w Cannes, wzmacnia prestiż krajowej kinematografii i otwiera nowe możliwości współpracy oraz dystrybucji.
– Polska kultura to jest nasze soft power. Naprawdę nie mamy się czego wstydzić, bo polska kultura jest widoczna, jest zauważana, a przede wszystkim jest doceniana. To jest wzruszające, kiedy rozmawia się z różnymi ludźmi na całym świecie i wszyscy wiedzą, kto to jest Krzysztof Kieślowski, Paweł Pawlikowski czy Olga Tokarczuk. Mamy się czym chwalić i kultura nie jest zakorzeniona tylko w granicach Polski, ale gdziekolwiek spojrzeć, to Polacy odnoszą bardzo duże sukcesy i są doceniani – mówi agencji Newseria Joanna Scheuring-Wielgus.
Europosłanka zauważa również, że polska kultura jest inspiracją i punktem odniesienia dla zagranicznych artystów. Przykładem może być chociażby międzynarodowy projekt filmowy „Historie równoległe” zainicjowany przez polskiego producenta Macieja Musiała. Cykl ten polega na współczesnej reinterpretacji legendarnego „Dekalogu” Krzysztofa Kieślowskiego. Poszczególne części reżyserują uznani twórcy światowego kina.
– Dużo czerpie się z polskiej kultury, na przykład „Historie równoległe” to jest koprodukcja wielu artystów, którzy inspirowali się „Dekalogiem” Kieślowskiego, na którym ja się wychowałam. Zresztą moje zainteresowanie kinem wzięło się właśnie od Kieślowskiego. I to jest cudowne, kiedy ludzie z różnych krajów świata doceniają to, co my tutaj mamy. Czasami nawet my nie doceniamy naszych twórców, a doceniają nas na zewnątrz. Polska kultura naprawdę jest wielka – mówi.
Joanna Scheuring-Wielgus miała okazję być na ostatnim festiwalu w Cannes. Odbyła wiele znaczących spotkań z przedstawicielami branży filmowej, a także obejrzała najnowszy film Pawła Pawlikowskiego „Fatherland” („Ojczyzna”). Film nie zdobył Złotej Palmy, ale uhonorowano reżysera tego obrazu. Eurodeputowana mocno kibicowała polskim twórcom i nie ukrywa, że czas spędzony na Lazurowym Wybrzeżu był dla niej niezwykle inspirujący.
– Festiwal w Cannes jest w ogóle specyficzny, bo to jest nie tylko najważniejszy festiwal na świecie, nawet mówią o tym ci, którzy organizują Oscara, ale jest to też festiwal, w którym trwa rynek filmowy, kupuje się i sprzedaje filmy, odbywa się dystrybucja. To jest jedyny taki festiwal, bo oprócz gali i oglądania filmów jest jeszcze coś, co dzieje się w podziemiach tego wielkiego budynku, teatru, w którym są projekcje – mówi.
Co roku Lazurowe Wybrzeże staje się centrum międzynarodowej kinematografii. To prestiżowe wydarzenie przyciąga największe światowe gwiazdy srebrnego ekranu, twórców, krytyków i ikony mody.
– Jest mnóstwo filmów, ciekawe rozmowy. Twórców można spotkać czasami w kawiarniach, w restauracjach albo po prostu na ulicy. Jest tam niezwykła atmosfera. Zresztą samo Cannes jest ciekawe pod tym względem, że na ulicach jedni ludzie są ubrani w dresy, inni w zwyczajne stroje, inni mają muszki albo są pod krawatem, panie mają błyszczące suknie albo z trenami, więc to jest miszmasz. Atmosfera jest po prostu wspaniała – mówi.
Joanna Scheuring-Wielgus zauważa, że nie brakuje również celebrytów i influencerów, dla których priorytetem nie jest kino, ale promocja własnej osoby w blasku tego wydarzenia. Filmy za bardzo ich nie interesują, ale przyjeżdżają do Cannes, by się wypromować w świetle jupiterów.
– Do Cannes przyjeżdżają ludzie z całego świata, każdy marzy o tym, aby choć na sekundę znaleźć się na czerwonym dywanie. Powiem szczerze, że trochę irytują mnie tak zwane gwiazdki i influencerzy, którzy przyjeżdżają do Cannes tylko po to, żeby być na czerwonym dywanie, ale nie interesuje ich magia kina. To mnie drażni i denerwuje, ale tego chyba było trochę mniej w tym roku – dodaje europosłanka.
Źródło: Newseria









