
Prezenterka zapewnia, że nie patrzy z niepokojem w kalendarz i nie smuci się z powodu kolejnych urodzin. Zamiast tego stara się dostrzegać w sobie to, co w tym czasie najlepsze. Beata Tadla niekoniecznie podpisuje się też pod hasłem, że „dzisiejsza pięćdziesiątka to dawna trzydziestka”. Jej zdaniem takie uproszczenia nie oddają w pełni rzeczywistości, bo każdy wiek niesie inne spojrzenie na życie, różne potrzeby, emocje i możliwości.
– Mam 51. urodziny, jestem dumna i powtarzając za Kasią Nosowską, gdyby nie lustro, to bym się nawet nie zorientowała, kiedy ten czas minął. Dla mnie urodziny nie są żadnym wyznacznikiem, nie jest to dzień, który jakoś szczególnie świętuję. Zdarza mi się nawet zapomnieć, że one danego dnia są, więc jeśli ktoś nie złoży mi życzeń, to ja się kompletnie nie obrażam. Zresztą sama też nie pamiętam o cudzych urodzinach – powiedziała agencji Newseria Beata Tadla podczas otwarcia restauracji L’Osteria w Elektrowni Powiśle.
Prezenterka często słyszy takie opinie, że „dzisiejsza pięćdziesiątka to dawna trzydziestka”. Zwolennicy tej tezy wskazują przede wszystkim na wygląd. Wystarczy bowiem spojrzeć na zdjęcia sprzed kilku dekad, by zauważyć, że kobiety mające wówczas 30 czy 40 lat często sprawiały wrażenie znacznie starszych. Wynikało to chociażby z tego, że wówczas były inne fryzury, trendy w makijażu i modzie.
– Niedawno zamieściłam post, w którym zapytałam odbiorców, czy naprawdę myślą, że pięćdziesiątka to dawna trzydziestka, i zamieściłam swoje zdjęcia z czasów, kiedy miałam 30 lat. Gdy na nie patrzę, mnie się wydaje, że zgodnie z tym trendem stara już byłam – mówi.
Jak przyznaje, w młodości często towarzyszyły jej niepewność, potrzeba udowadniania swojej wartości, lęk przed oceną i przekonanie, że musi mieć rację. Dopiero z czasem pojawił się większy dystans do siebie i do świata. Wraz z doświadczeniem nauczyła się wybierać to, co naprawdę ważne, a spokój stał się dla niej cenniejszy od ciągłej walki o uznanie innych.
– Tak na serio, pięćdziesiątka nie jest dla mnie żadną dawną trzydziestką. Ja 30 lat już miałam i 40 miałam, było inaczej, a teraz jest inaczej. „Trzydziestka” i „czterdziestka” są teraz moim punktem odniesienia i z ręką na sercu muszę powiedzieć, że nigdy wcześniej tak dobrze się nie czułam ze sobą i w połączeniu głowa–ciało nigdy nie było takiej harmonii, poukładania i spokoju, jakie mam dzisiaj. Zawsze było rozedrganie, chaos, lęki, a dzisiaj mam więcej spokoju, też dlatego, że nie muszę mieć racji, wolę święty spokój – mówi.
Beata Tadla uważa, że wiek nie jest ani wyznacznikiem wartości człowieka, ani granicą jego możliwości. Dużo ważniejsze jest to, jak człowiek czuje się sam ze sobą i jak potrafi wykorzystać zdobyte doświadczenia.
– Każdy wiek ma swoje plusy i minusy, żyjemy etapami i każdy z nich jest nam w życiu potrzebny. Ja dzisiaj mam taki etap, którego nie zamieniłabym na żaden inny. Mając 50 lat, wiemy, że wszystkie rzeczy, które nam się w życiu przydarzyły, są po prostu naszymi doświadczeniami, z których teraz w pełni możemy korzystać, wierząc jeszcze głęboko, że całe życie przed nami. Bo naprawdę jeszcze wiele się może zdarzyć, przecież ja mając 50 lat, weszłam do biznesu, a nigdy w życiu się o to nie podejrzewałam. Jestem więc bardzo ciekawa mojego życia – dodaje.
Prezenterka uważa natomiast, że hasło „dzisiejsza pięćdziesiątka to dawna trzydziestka” dość dobrze oddaje zmiany, jakie zaszły w sposobie postrzegania wieku i mentalności kolejnych pokoleń. Kolejne dekady życia przestały być traktowane jako czas wycofywania się z aktywności zawodowej, a coraz częściej stają się okresem nowych możliwości i wyzwań. Wiek nie definiuje już w takim stopniu stylu życia, planów czy ambicji, jak to było jeszcze kilkadziesiąt lat temu.
Źródło: Newseria









