
W opinii aktorki teatr nie musi być zamknięty w czterech ścianach ani podporządkowany pełnej kontroli twórców. Kiedy spektakle wystawiane są na otwartej przestrzeni, natura i warunki atmosferyczne stają się niemal równorzędnym partnerem scenografii. Każdego wieczoru aktorom towarzyszy inne światło, czasem zachód słońca idealnie eksponuje scenę, a innym razem nad głowami widzów rozciągają się ciemne chmury. Katarzyna Kołeczek przyznaje, że taka forma grania wymaga od aktorów znacznie większej elastyczności. Nie wszystko bowiem da się przewidzieć czy zaplanować, potrzebna jest więc improwizacja.
W tegorocznej, jubileuszowej edycji projektu Szekspir w Parku bierze udział 40 aktorów i twórców. Widzowie mają okazję zobaczyć dwa dzieła mistrza ze Stratfordu: „Komedię omyłek” i „Wieczór Trzech Króli”. Katarzyna Kołeczek przyznaje, że w trakcie spektakli granych pod gołym niebem pogoda potrafi pomóc i dodać wyjątkowości, ale też i przeszkodzić.
– Na pogodę nie mamy wpływu i już to zaakceptowaliśmy, chociaż wcale nie było łatwo. Musimy śledzić radary pogodowe, ponieważ kiedy pada deszcz, nie możemy grać, bo mamy na sobie mikroporty i może dojść do zwarcia, więc jeżeli jest ulewa, przerywamy spektakl. Ale zdarzyło nam się w zeszłym roku tak, że zrobiliśmy półgodzinną przerwę, widownia przeczekała szybciutki deszcz pod drzewami i wróciliśmy do spektaklu z pełną mocą – mówi agencji Newseria Katarzyna Kołeczek.
Aktorka zaznacza, że ekipa jest przygotowana na różne warunki pogodowe i w razie ulewy czy burzy wszyscy mają bezpieczne schronienie.
– Mamy namioty techniczne, nie są to duże przestrzenie, raczej wszyscy stoimy ściśnięci jak sardynki, ale już się do tego przyzwyczailiśmy. Przyjmujemy tę pogodę z dobrodziejstwem inwentarza i gdy jest słońce, to gramy w słońcu, gdy pada troszeczkę deszczu, to też się nie obrażamy. To jest po prostu plener i może się różnie potoczyć. Czasami jesteśmy tak zaangażowani w sztukę, że dopiero gdy na widowni widzimy morze parasolek, orientujemy się, że pada – mówi.
Katarzyna Kołeczek podkreśla, że spektakle grane w plenerze mają zupełnie inny klimat niż te wystawiane na deskach teatru.
– Gra się trochę inaczej, ponieważ uwaga widza jest rozproszona. Dzieje się tu dużo rzeczy, a ludzie przychodzą w troszeczkę innym nastroju, są bardziej wyluzowani i nam też się udziela ta atmosfera. Oczywiście staramy się podać bardzo precyzyjnie tego Szekspira, ale jeżeli wydarzy się coś nieoczekiwanego czy są techniczne potknięcia, to przyjmujemy to, co jest – mówi.
W plenerze granica pomiędzy sceną i widownią staje się mniej wyraźna niż w tradycyjnym teatrze. Tym samym zmniejsza się dystans między aktorami i widzami.
– Przez te 2,5 godziny jesteśmy fajną jednością z widzami, którzy bardzo żywo reagują, jest dużo śmiechu, dużo wzruszeń, a także bardzo chętnie wchodzą z nami w interakcje. Kiedyś na przykład dziecko nam weszło na scenę, ale nie obrażamy się na to, po prostu wiemy, że tutaj tak jest i trzeba tylko zachować zasady BHP, żeby nikomu nic się nie stało – dodaje Katarzyna Kołeczek.
Źródło: Newseria









