
Kilkadziesiąt sekund szaleńczej jazdy i licznik, który zatrzymuje się dopiero za wartością 270 km/h. Tak wyglądały ostatnie chwile przed tragedią na trasie S10 pod Kobylanką w Zachodniopomorskiem. Policja ze Stargardu zdecydowała się opublikować nagranie z wnętrza rozpędzonego BMW, które zakończyło się zderzeniem z toyotą i śmiercią jej 70-letniego kierowcy. Materiał ma być przestrogą dla wszystkich, którzy traktują drogę ekspresową jak tor wyścigowy.
★ Najważniejsze informacje
- 🚗 BMW pędziło ponad 270 km/h po trasie S10 pod Kobylanką, gdy wbiło się w tył jadącej przed nim toyoty.
- 🕯️ Zginął 70-letni kierowca toyoty, a jego pasażerka w ciężkim stanie trafiła do szpitala.
- 📹 Jazdę nagrywał 45-letni pasażer BMW. Według prokuratury na nagraniu słychać, jak dopinguje kierowcę do szybszej jazdy.
- ⚖️ Kierowca i pasażer usłyszeli zarzuty i decyzją sądu trafili na trzy miesiące do aresztu.
- 🚔 43-letni kierowca oddalił się z miejsca wypadku. Na policję zgłosił się dopiero następnego dnia.
Nagranie, które mrozi krew w żyłach
Do wypadku doszło we wtorkowy wieczór na 35. kilometrze trasy S10, niedaleko węzła Kobylanka między Szczecinem a Stargardem. Rozpędzone BMW najechało na tył poprzedzającej je toyoty, w której podróżowało starsze małżeństwo. Siła uderzenia była ogromna. Mimo akcji ratunkowej 70-letniego kierowcy nie udało się uratować, a jego pasażerka w ciężkim stanie została przewieziona do szpitala.
Przebieg ostatnich sekund przed zderzeniem znamy wyjątkowo dokładnie, bo jazda była nagrywana telefonem z wnętrza auta. Komenda Powiatowa Policji w Stargardzie opublikowała fragment tego materiału, pozbawiony dźwięku. Na filmie doskonale widać prędkościomierz, którego wskazówka przekracza wartość 270 km/h. Nagranie urywa się dokładnie w momencie uderzenia w toyotę.
Jak przekazała prokurator Julia Szozda z Prokuratury Okręgowej w Szczecinie, na pełnej wersji nagrania słychać, jak pasażer zachęca kierowcę do jeszcze szybszej jazdy. To właśnie dlatego zarzuty usłyszał nie tylko siedzący za kierownicą 43-latek, ale również jego 45-letni kompan, który rejestrował całą jazdę telefonem.
Uciekł z miejsca tragedii, zgłosił się po dobie
Zachowanie kierowcy BMW po wypadku dodatkowo obciąża go w oczach śledczych. Mężczyzna oddalił się z miejsca zdarzenia i na policję zgłosił się dopiero następnego dnia. Przeprowadzone wtedy badanie wykazało, że był trzeźwy, jednak ze względu na upływ czasu nie sposób ustalić, w jakim stanie prowadził auto w chwili tragedii.
Sąd przychylił się do wniosku prokuratury i zdecydował o trzymiesięcznym areszcie zarówno dla kierowcy, jak i pasażera BMW. Śledczy będą teraz szczegółowo badać, jaką dokładnie prędkość rozwijało auto w chwili uderzenia oraz czy mężczyźni urządzili sobie na drodze ekspresowej nielegalny pokaz możliwości samochodu. Za sprowadzenie katastrofy w ruchu lądowym ze skutkiem śmiertelnym grozi do 12 lat więzienia, a przepisy przewidują surowsze kary, gdy sprawca zbiegł z miejsca zdarzenia.
Zobacz również:
POLSKA · 08.10.2026Sezon na grypę wystartował, a szczepionka wygląda w tym roku inaczej. Dorośli przyjmą ją za darmo w aptece270 km/h, czyli 75 metrów w każdej sekundzie
Liczby najlepiej pokazują, dlaczego taka jazda musiała skończyć się tragedią. Samochód jadący 270 km/h pokonuje w ciągu jednej sekundy około 75 metrów, czyli długość boiska do piłki nożnej w niecałe półtorej sekundy. Przeciętny kierowca potrzebuje około sekundy na samą reakcję, zanim w ogóle zacznie hamować. Przy tej prędkości oznacza to, że od zauważenia przeszkody do rozpoczęcia hamowania auto przejedzie dystans, na którym zmieściłyby się dwa baseny olimpijskie.
Dla porównania, toyota jadąca zgodnie z przepisami około 120 km/h pokonuje w sekundę 33 metry. Różnica prędkości między oboma autami wynosiła więc około 150 km/h. W praktyce kierowca toyoty nie miał żadnych szans, by zauważyć zagrożenie w lusterku i jakkolwiek zareagować. Z perspektywy nadjeżdżającego BMW wyprzedzane auta wyglądają niemal jak stojące w miejscu.
Policja apeluje: to nie był wyścig, to była egzekucja na drodze
Publikacja tak drastycznego materiału to nieczęsta decyzja. Policjanci tłumaczą, że chodzi o uświadomienie kierowcom, jak cienka granica dzieli brawurę od tragedii, której nie da się już cofnąć. Statystyki są bezlitosne: nadmierna prędkość od lat pozostaje najczęstszą przyczyną śmiertelnych wypadków na polskich drogach, a drogi ekspresowe i autostrady, choć ogólnie najbezpieczniejsze, przy ekstremalnych prędkościach zamieniają się w śmiertelną pułapkę.
Śledczy przypominają też, że odpowiedzialność nie kończy się na kierowcy. Pasażer, który namawia do łamania przepisów, a przy tym dokumentuje całe zajście, może odpowiadać razem z nim. W tej sprawie nagranie, które miało być zapewne trofeum z szybkiej jazdy, stało się kluczowym dowodem obciążającym obu mężczyzn.
Najczęstsze pytania
Co grozi kierowcy BMW za wypadek na S10?
Za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym grozi kara do 8 lat więzienia, a jeśli śledczy zakwalifikują zdarzenie jako sprowadzenie katastrofy w ruchu lądowym, nawet do 12 lat. Oddalenie się z miejsca zdarzenia może dodatkowo zaostrzyć wymiar kary, tak jakby sprawca był nietrzeźwy.
Dlaczego zarzuty usłyszał także pasażer?
Według prokuratury pasażer nagrywał jazdę i zachęcał kierowcę do rozwijania coraz większej prędkości. Takie zachowanie może być potraktowane jako forma współdziałania w sprowadzeniu niebezpieczeństwa, dlatego sąd zdecydował o areszcie również dla niego.
Jaki jest limit prędkości na drodze ekspresowej S10?
Na dwujezdniowej drodze ekspresowej w Polsce obowiązuje limit 120 km/h. Kierowca BMW przekroczył go więc o ponad 150 km/h, czyli jechał ponad dwukrotnie szybciej, niż pozwalają przepisy.









