
Dziennikarka zauważa, że człowiek odkrywa swoją siłę dopiero wtedy, gdy staje przed sytuacjami, do których nie da się w pełni przygotować. Takim doświadczeniem może być na przykład macierzyństwo, choroba, kryzys życiowy czy odpowiedzialność za innych. Martyna Wojciechowska dobrze wie, że w przeciwieństwie do zaplanowanych celów w takich przypadkach nie istnieją gotowe instrukcje ani sprawdzone mapy. Trzeba się uczyć w działaniu i każdego dnia szukać własnej drogi.
– Narodziny mojej córki bez wątpienia wywróciły moje życie do góry nogami i z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że zdobycie Mount Everestu to jest pikuś w porównaniu z tym, czym jest wychowywanie dziecka i czym jest macierzyństwo. To jest prawdziwy Everest, który zdobywam każdego dnia, bez GPS-a i bez mapy – mówi agencji Newseria Martyna Wojciechowska.
Dziś jej córka Marysia ma już 18 lat. Podróżniczka wspomina, że doświadczenie macierzyństwa sprawiło także, że w jej głowie zrodził się pomysł na program „Kobieta na krańcu świata”.
– To doświadczenie sprawiło też, że zrozumiałam, jak ważne jest, żeby być nie tylko dla siebie, ale i dla innych – mówi.
Martyna Wojciechowska zauważa, że czasem jakieś blokady i ograniczenia nie pozwalają nam na to, by zrobić krok do przodu czy podjąć jakieś wyzwania. Ale kiedy już – nawet pełni obaw przed porażką – decydujemy się na to, to mamy szansę się przekonać, że potrzebowaliśmy właśnie tego doświadczenia, by odkryć swój potencjał, którego wcześniej się nie dostrzegało. Rozwój bowiem często zaczyna się tam, gdzie kończy się strefa komfortu.
– Ja chyba wciąż się przekonuję, na ile mnie stać i co mogę. W każdym z nas drzemie niezwykły potencjał i ogromna siła, ale świat nam mówi, że jesteśmy niewystarczające, że nie damy rady, że coś jest niemożliwe. A ja lubię się przekonywać, że jednak mogę więcej, niż świat mi mówi, czasem nawet więcej, niż sama o tym myślę – mówi.
Zdaniem dziennikarki każdy ma do pokonania swój Everest. I nie chodzi tu tylko o jakieś ekstremalne wyprawy, realizację ambitnych projektów czy przekraczanie granic możliwości, ponieważ prawdziwe wyzwania czekają nas w codziennym życiu. Zmaganie się z problemami, chorobami i utratą bliskich osób wymaga od nas dużej odwagi, wytrwałości i gotowości do zmiany.
– Każdy ma swój Everest, każdy każdego dnia wspina się na jakąś górę. I to jest właśnie w tym najpiękniejsze, że moja książka „Przesunąć horyzont. 20 lat później” nie jest o tym prawdziwym Evereście, a w każdym razie nie tylko. Ten Everest jest bardzo symboliczny, bo każdy ma swoje wyzwania, z którymi się mierzy, i po prostu warto przesuwać horyzont – podsumowuje Martyna Wojciechowska.
Źródło: Newseria









