
Październikowe niebo szykuje widowisko, na które nie trzeba kupować biletów ani teleskopu. Od 6 do 10 października nad Polską aktywny jest rój meteorów Drakonidy, a jego maksimum przypadnie w nocy z 8 na 9 października. W tym roku astronomowie zacierają ręce, bo warunki do obserwacji będą niemal idealne. Księżyc, największy wróg łowców spadających gwiazd, będzie oświetlony zaledwie w 6 procentach i zniknie z nieba na długo przed kulminacją zjawiska.
★ Najważniejsze informacje
- 🌠 Drakonidy są aktywne od 6 do 10 października, a najwięcej meteorów pojawi się w nocy z 8 na 9 października.
- 🕗 Najlepsze okno obserwacyjne to godziny 20:00-23:00, bo radiant roju jest wtedy najwyżej nad horyzontem.
- 🌑 Księżyc będzie oświetlony tylko w 6 procentach i zajdzie wcześnie, więc nie rozjaśni nieba.
- 👀 Pod ciemnym niebem zobaczymy około 10 meteorów na godzinę. Nie potrzeba żadnego sprzętu.
- 🐉 Radiant leży w gwiazdozbiorze Smoka, wysoko na północno-zachodnim niebie.
Rój, który zawdzięczamy komecie
Drakonidy to drobiny pozostawione w przestrzeni przez kometę 21P/Giacobini-Zinner, która okrąża Słońce mniej więcej co 6,6 roku. Gdy Ziemia przecina smugę kometarnego pyłu, okruchy wpadają w atmosferę i spalają się, tworząc jasne smugi na niebie. Nazwa roju pochodzi od gwiazdozbioru Smoka, z którego okolic meteory zdają się wybiegać.
Rój ma swoją legendę wśród miłośników astronomii. Zwykle jest spokojny, ale potrafi zaskoczyć: w 1933 i 1946 roku Drakonidy przeszły do historii jako prawdziwe burze meteorów, gdy w ciągu godziny notowano tysiące zjawisk. Jeszcze w 2011 roku obserwatorzy w Europie liczyli ich kilkaset na godzinę. Nikt nie obiecuje powtórki, ale to właśnie nieprzewidywalność sprawia, że na Drakonidy co roku warto spojrzeć.
Wieczór zamiast nocnych zarwanych godzin
Według prognoz International Meteor Organization ścisłe maksimum aktywności wypadnie około godziny 3:00 czasu polskiego. Dobra wiadomość dla wszystkich, którzy rano wstają do pracy: wcale nie trzeba czekać do środka nocy. Specyfika Drakonidów polega na tym, że ich radiant stoi najwyżej nad horyzontem wczesnym wieczorem, dlatego najlepsze okno obserwacyjne otwiera się już między 20:00 a 23:00.
Drakonidy są też wyjątkowo „powolne”. Ich drobiny wchodzą w atmosferę z prędkością około 20 kilometrów na sekundę, czyli najwolniej spośród większych rojów. W praktyce oznacza to, że smugi na niebie są dłużej widoczne i łatwiej je wypatrzyć niż błyskawiczne Perseidy czy Leonidy.
Zobacz również:
POLSKA · 05.10.2026Wpuszczały go do mieszkań, bo naprawiał krany. Sprawa hydraulika z Warszawy może nie mieć precedensu w historii PolskiJak przygotować się do obserwacji?
Przepis jest prosty. Po pierwsze, uciec od miejskich świateł: im ciemniejsze niebo, tym więcej zobaczymy. Po drugie, dać oczom około 20 minut na przyzwyczajenie się do ciemności i w tym czasie nie zerkać w ekran telefonu. Po trzecie, ubrać się cieplej, niż podpowiada rozsądek, i zabrać koc oraz termos. Żaden sprzęt optyczny nie jest potrzebny, a wręcz przeszkadza, bo lornetka czy teleskop zawężają pole widzenia.
Patrzeć należy wysoko w kierunku północno-zachodnim, w stronę gwiazdozbioru Smoka, który wije się między Wielką a Małą Niedźwiedzicą. Pozostaje trzymać kciuki za pogodę. Po tygodniach suszy nad Polskę nadciągnęły w końcu deszczowe fronty, o których pisaliśmy w tekście o obfitych opadach zapowiadanych na najbliższe dni, więc o bezchmurne niebo może być trudniej. Warto śledzić prognozy i wykorzystać każdą pogodną noc między 6 a 10 października.
Najczęstsze pytania
Kiedy dokładnie oglądać Drakonidy w 2026 roku?
Rój jest aktywny od 6 do 10 października, a maksimum przypada w nocy z 8 na 9 października. Najlepiej obserwować między godziną 20:00 a 23:00, gdy radiant w gwiazdozbiorze Smoka stoi wysoko nad horyzontem.
Ile spadających gwiazd uda się zobaczyć?
W spokojnych latach Drakonidy dają około 10 meteorów na godzinę pod ciemnym niebem. Rój bywa jednak kapryśny i w przeszłości potrafił zaskoczyć setkami, a nawet tysiącami zjawisk na godzinę.
Czy do obserwacji potrzebny jest teleskop?
Nie. Meteory najlepiej ogląda się gołym okiem, bo przelatują w różnych częściach nieba. Wystarczy ciemne miejsce z dala od miejskich latarni, około 20 minut na adaptację wzroku i odrobina cierpliwości.









