
To może być jeden z największych sporów pracowniczych w historii europejskiej gospodarki platformowej. Ponad 240 tysięcy kierowców Ubera z siedmiu krajów, w tym z Polski, dołączyło do pozwu zbiorowego złożonego w sądzie w Amsterdamie. Ich zarzut brzmi poważnie: algorytm, który miał sprawiedliwie wyliczać wynagrodzenia, w rzeczywistości miał testować, za jak niską stawkę kierowca jeszcze pojedzie. Uber stanowczo zaprzecza i przekonuje, że zdecydowana większość pieniędzy z każdego kursu trafia do kierowców.
★ W skrócie: o co chodzi w pozwie przeciwko Uberowi
- ⚖️ Pozew zbiorowy trafił do sądu w Amsterdamie. Reprezentuje go holenderska fundacja związana z organizacją Worker Info Exchange.
- 🌍 Dołączyło do niego ponad 240 tys. kierowców z 7 krajów: Polski, Holandii, Wielkiej Brytanii, Francji, Niemiec, Belgii i Rumunii.
- 🤖 Chodzi o system Dynamic Pay, który w czasie rzeczywistym wylicza stawki i przydziela kursy.
- 📉 Według badania Uniwersytetu Oksfordzkiego prowizja platformy wzrosła z 25 do nawet 50 procent.
- ⏱️ Od 2022 r. czas oczekiwania na zlecenie, w którym kierowca nie zarabia, wydłużył się o godzinę tygodniowo.
- 🛡️ Uber kategorycznie odrzuca zarzuty i podkreśla, że kierowca widzi stawkę przed przyjęciem kursu.
Algorytm, który miał pomagać, a zdaniem kierowców zaczął przykręcać śrubę
Ponad dwa lata temu Uber zaczął wprowadzać w Polsce tak zwany system dynamicznej prowizji. Oficjalnie miał on rekompensować kierowcom nieopłacalne kursy, na przykład takie, w których dojazd do klienta był długi, a sama trasa krótka. W takich sytuacjach platforma miała pobierać niższą prowizję. Brzmiało uczciwie.
Z doświadczeń kierowców i niezależnych badań wyłania się jednak inny obraz. Skarżący twierdzą, że system analizuje, jakie zlecenia kierowca przyjmuje, a jakie odrzuca, i na tej podstawie przewiduje najniższą stawkę, na którą ten się jeszcze zgodzi. Innymi słowy, im bardziej ktoś potrzebuje pracy, tym mniej mu ona płaci. Zdaniem prawników fundacji takie profilowanie narusza także unijne przepisy o ochronie danych osobowych.
Półtora miliona kursów pod lupą naukowców
Fundament pozwu stanowi badanie o wymownym tytule „Not Even Nice Work If You Can Get It”, przeprowadzone przez naukowców Uniwersytetu Oksfordzkiego wspólnie z organizacją Worker Info Exchange, zajmującą się analizą danych z rynku pracy platformowej. Badacze prześwietlili 1,5 miliona przejazdów wykonanych przez 258 kierowców w latach 2016-2024.
| Ustalenie z badania | Szczegóły |
|---|---|
| 📈 Rosnąca prowizja | udział platformy w opłatach wzrósł z 25 do nawet 50 procent i przestał być przejrzysty |
| 💰 Droższe kursy, wyższa prowizja | przy droższych przejazdach platforma miała zatrzymywać dla siebie proporcjonalnie więcej |
| ⏱️ Dłuższe czekanie | od 2022 r. czas oczekiwania na zlecenie wydłużył się o godzinę tygodniowo, a w tym czasie kierowca nie zarabia |
| ⚖️ Rosnące nierówności | kierowcy wykonujący porównywalną pracę zaczęli otrzymywać coraz bardziej różniące się wynagrodzenia |
Zobacz również:
POLSKA · 02.09.2026Tir wjechał w pracowników na A1. Śledczy badają, dlaczego kierowca nie hamowałUber odpowiada: pieniądze trafiają tam, gdzie powinny
Platforma nie zostawia na zarzutach suchej nitki. W przesłanym mediom oświadczeniu Uber Polska podkreśla, że kategorycznie odrzuca tezy Worker Info Exchange, choć zaznacza, że nie miał jeszcze możliwości zapoznania się z treścią samego pozwu. Firma tłumaczy, że aplikacja wykorzystuje informacje o przejeździe w czasie rzeczywistym, takie jak trasa, czas i cel podróży, do obliczania ceny kursu.
Uber zwraca też uwagę, że kierowcy widzą swoje wynagrodzenie oraz cel przejazdu, zanim zdecydują się przyjąć zlecenie, mogą więc każde nieopłacalne po prostu odrzucić. Jak przekonuje firma, zdecydowana większość łącznej kwoty kursu trafia do kieszeni kierowców, a procentowy udział platformy w opłatach pasażerów pozostaje zasadniczo stabilny.
Stawka jest znacznie większa niż jeden proces
Amsterdamski pozew to element szerszej batalii o zasady gry w gospodarce platformowej. Fundacja reprezentująca kierowców domaga się nie tylko odszkodowań, ale też zaprzestania praktyk, które jej zdaniem naruszają unijne przepisy o ochronie danych. Jeśli sąd przyzna rację kierowcom, wyrok może wpłynąć na sposób działania wszystkich aplikacji przewozowych i kurierskich w Europie, bo podobne systemy dynamicznego wynagradzania stosują też inne platformy.
💡 Kontekst, który warto znać:
- w Unii Europejskiej trwają prace nad wdrożeniem dyrektywy o pracy platformowej, która ma uregulować m.in. algorytmiczne zarządzanie pracownikami,
- przepisy mają dać osobom pracującym przez aplikacje prawo do wyjaśnienia decyzji podejmowanych przez algorytmy,
- spory o status kierowców platform toczyły się już wcześniej m.in. w Wielkiej Brytanii, Holandii i Francji, często kończąc się korzystnie dla kierowców.
Najczęstsze pytania o pozew przeciwko Uberowi
Dlaczego pozew trafił akurat do Amsterdamu?
W Holandii mieści się europejska centrala Ubera, dlatego to tamtejszy sąd jest właściwy dla roszczeń kierowców z całego kontynentu. Holenderskie prawo pozwala też fundacjom reprezentować duże grupy poszkodowanych w postępowaniach zbiorowych.
Czy polscy kierowcy mogą jeszcze dołączyć do pozwu?
Rejestrację uczestników prowadzi fundacja reprezentująca kierowców. Osoby, które jeździły dla platformy w ostatnich latach, mogą śledzić komunikaty organizacji Worker Info Exchange, gdzie publikowane są informacje o warunkach udziału w postępowaniu.
Kiedy można spodziewać się rozstrzygnięcia?
Postępowania zbiorowe tej skali trwają zwykle latami. Sąd najpierw oceni dopuszczalność pozwu, potem rozpocznie się właściwy spór, w którym kluczową rolę odegrają dane o działaniu algorytmu. Na prawomocny wyrok trzeba będzie poczekać co najmniej kilka lat.









