
Choć konsumpcja drobiu w Polsce utrzymuje się na stałym, wysokim poziomie, to branża mierzy się z zagrożeniem, jakim jest dezinformacja żywnościowa. Fałszywe lub zmanipulowane treści, bazujące na emocjach, nie tylko mają znaczenie wizerunkowe dla sektora, ale mogą też wpływać na całe łańcuchy dostaw, relacje międzynarodowe i bezpieczeństwo żywnościowe kraju. W przypadku drobiu najczęściej powielane mity dotyczą stosowania hormonów wzrostu i antybiotyków.
– Dezinformujące treści, które najczęściej się pojawiają, dotyczą bezpieczeństwa konsumpcji produktów drobiowych. Są to na przykład kwestie zawartości hormonu wzrostu. W Unii Europejskiej od dekad nie wolno go stosować w hodowli i nikt z polskich producentów tego nie robi. Kolejnym przykładem jest kwestia antybiotyków. One są stosowane wyłącznie pod kontrolą lekarza weterynarii i żadne mięso, które by je zawierało, nie miałoby prawa trafić do konsumenta – mówi agencji Newseria Marcin Wiśniewski, prezes Instytutu Badań Internetu i Mediów Społecznościowych (IBIMS).
Jak wskazuje Krajowa Rada Drobiarstwa – Izba Gospodarcza, która prowadzi kampanię HASHStopDezinformacjiŻywnościowej, dezinformacja to celowe lub nieświadome rozpowszechnianie nieprawdziwych, zmanipulowanych lub wyrwanych z kontekstu informacji na temat żywności – jej składu, pochodzenia, metod produkcji lub wpływu na zdrowie i środowisko. Wykorzystuje standardowe mechanizmy budowania zasięgów w mediach społecznościowych oparte na emocjonalnych, angażujących treściach, z którymi użytkownicy często wchodzą w interakcję. KRD podkreśla, że twórcy fake newsów wykorzystują m.in. sensacyjne, przyciągające uwagę nagłówki (clickbaity), wybiórcze przedstawianie faktów (cherry picking) oraz fałszowanie materiałów audio i wideo (deepfake i cheapfake).
– Treści na temat produkcji i wyborów konsumenckich zdobywają tak duże zasięgi, ponieważ dotyczą tego, co jest naszą codziennością, i tego, co jest dla nas najważniejsze, czyli zdrowia naszego i naszych bliskich. Wszyscy wiemy, jak ważna jest dieta i wybory konsumenckie w procesie zdrowotnym. Kiedy widzimy informacje mówiące o tym, że coś, co spożywamy na co dzień, może szkodzić nam i naszym bliskim, siłą rzeczy budzi to nasze zainteresowanie, emocje, strach – tłumaczy Marcin Wiśniewski.
Wokół produkcji zwierzęcej ścierają się interesy biznesowe i światopoglądowe.
– Można mówić o wojnie informacyjnej, ponieważ jest bardzo wielu aktorów komunikacyjnych, którym zależy na tym, by treści dotyczące drobiu, drobiarstwa i związanych z nimi wyborów konsumenckich były w pewien sposób wypaczane treściami dezinformującymi. Chodzi nie tylko o kwestię stricte rywalizacji biznesowej czy rynkowej, ale też kwestie skrajnie ideologiczne – uważa prezes IBIMS.
KRD podaje, że akcją dezinformacyjną, która odbiła się szerokim echem i wpisywała się w krytyczne narracje wobec branży drobiarskiej, były publikacje o tzw. chorobie białych włókien w mięsie drobiowym. Materiały publikowane m.in. przez organizacje prozwierzęce w mediach społecznościowych sugerowały, że „białe paski” w mięsie są oznaką choroby zwierząt i stanowią zagrożenie dla konsumentów. Przedstawiciele branży podkreślają, że w rzeczywistości chodzi o tzw. syndrom białych włókien, czyli zmianę mięśniową opisywaną w badaniach naukowych, która nie oznacza choroby zwierząt i nie wpływa na bezpieczeństwo spożycia mięsa.
Dezinformacja żywnościowa wpływa na sposób, w jaki konsumenci wybierają produkty, a jej konsekwencje dla branży i kupujących są wielowymiarowe i mogą uderzać w całe łańcuchy dostaw: od hodowcy po eksportera. Jak podkreśla IBIMS, ma to ogromne znaczenie dla kraju takiego jak Polska, który jest jednym z największych eksporterów żywności w UE. Skutki dezinformacji dotykają całej gospodarki, relacji międzynarodowych, ale też bezpieczeństwa żywnościowego. Podważenie zaufania do polskich producentów – niezależnie od tego, czy stoi za tym lobbysta, aktywista, czy podmiot powiązany z obcym wywiadem – może uderzać w fundamenty gospodarcze i społeczne państwa.
– Dezinformacja ma wpływ chociażby na procesy administracyjne w branży, spożycie produktów, ich popularność, dobry wizerunek przedsiębiorstwa i samego produktu. Jeżeli chodzi o konsumentów, to jest tu kwestia głównie wyborów, czy zdecydują się na taki rodzaj mięsa, czy zdecydują się na mięso w ogóle, czy skorzystają z produktu tej marki czy innej – wyjaśnia Marcin Wiśniewski.
Eksperci podkreślają, że raz rozpowszechniona fałszywa informacja długo funkcjonuje w świadomości odbiorców. Sprostowania i wyjaśnienia rzadko osiągają podobny zasięg.
Wstępne szacunki Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej za 2025 rok pokazały spadek konsumpcji mięsa drobiowego per capita, ale pułap, do którego zeszło roczne spożycie na osobę, wciąż jest wysoki i wynosi 30 kg.
Z raportu „Preferencje i opinie dotyczące konsumpcji mięsa wśród Polaków – badanie ilościowe i jakościowe” zrealizowanego na zlecenie Związku Polskie Mięso wynika, że najczęstszym wyborem konsumentów spośród gatunków mięsa jest drób. Spożywa go 91 proc. badanych, najczęściej kurczaka, a wieprzowinę jada 78 proc. Młodsze osoby jadają drób częściej – 62 proc. respondentów w wieku do 29 lat oraz 65 proc. w wieku 30–39 lat spożywa go kilka razy w tygodniu. Co trzeci badany zwraca uwagę przy zakupie na kraj pochodzenia mięsa drobiowego.
Według Marcina Wiśniewskiego skala dezinformacji dotyczącej drobiu nieco maleje, mimo to wciąż stanowi istotne zagrożenie, z którego należy zdawać sobie sprawę i które należy zwalczać. Zdaniem eksperta duża w tym rola samych konsumentów-użytkowników platform społecznościowych.
– Od decyzji każdego z nas, czy polajkujemy daną informację, czy udostępnimy ją dalej, zależy to, jak będzie wyglądało bezpieczeństwo żywnościowe w Polsce i jakie informacje na temat polskiej żywności, polskich producentów, także drobiarskich, będą trafiały do konsumentów – tłumaczy.
Źródło: Newseria









