
Noc na materacu, w szklance tylko woda, rano dyżur przy pacjentach. Tak od tygodnia wygląda codzienność kilkudziesięciu pracowników szpitala w Sanoku. Protest głodowy zaczęły cztery osoby, dziś głoduje około pięćdziesięciu. Kilkoro dostało kroplówki, jeden z pielęgniarzy stracił przytomność i trafił na SOR. Protestujący mają jeden postulat: odwołanie dyrektorki. Władze powiatu odpowiadają, że nie widzą do tego podstaw. W tle jest ponad 220 mln zł długu i pensje obcięte do 70 procent.
★ Najważniejsze informacje
- 🏥 Protest głodowy w szpitalu w Sanoku trwa od 8 października. Z 4 osób zrobiło się około 50.
- 💧 Protestujący piją już tylko wodę. Związkowcy zapowiadają, że kolejnym krokiem może być odmowa picia.
- 🎯 Jedyny postulat to odwołanie dyrektorki Wioletty Kacperskiej, która kieruje szpitalem od 25 sierpnia.
- 💸 Szpital ma ponad 220 mln zł długu, a pracownicy od sierpnia dostają 70 proc. wynagrodzenia.
- 🤝 Ponad 7 godzin rozmów w środę nie przyniosło przełomu. Starosta proponuje mediatora.
- 🩺 Dyrekcja zapewnia, że pacjenci są przyjmowani na wszystkie oddziały.
Z czterech osób zrobiło się pięćdziesiąt
Związki zawodowe działające w szpitalu ogłosiły protest głodowy w czwartek 8 października po południu. Na początku głodowały cztery osoby, które piły wodę i soki. Dwa dni później było ich już piętnaście i zrezygnowały z soków. W niedzielę do protestu dołączyli kolejni pracownicy, a w poniedziałek głodowało już około 50 osób ze wszystkich grup zawodowych: pielęgniarki, salowe, ratownicy, pracownicy administracji.
„Protest rozpoczęliśmy od picia wody i soków. Zradykalizowaliśmy tę formę. Pijemy w tej chwili tylko wodę. Następnym etapem będzie odmówienie picia wody” mówiła w TVN24 Małgorzata Sawicka, przewodnicząca Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych w szpitalu. Pielęgniarz Grzegorz Pasztyła trafił w niedzielę na noszach na Szpitalny Oddział Ratunkowy. „To jest mój piąty dzień głodówki, z przerwą na SOR, gdyż straciłem przytomność z wycieńczenia” opowiadał. Po kroplówkach wrócił do protestu.
Dlaczego pracownicy chcą odwołania dyrektorki?
Wioletta Kacperska kieruje szpitalem od 25 sierpnia. Wcześniej przez osiem lat zarządzała strefą SPA w jednym z dużych hoteli na Podkarpaciu. Związkowcy zarzucają jej brak doświadczenia w ochronie zdrowia oraz, jak mówią, „korporacyjny, autorytarny” styl zarządzania. Przekonują, że zwolnienia odbywają się bez jasnego harmonogramu i kryteriów, a dyrekcja nie konsultuje decyzji ze związkami. Niepokój budziły też pisma dyrekcji z żądaniem listy głodujących, które związkowcy odebrali jako zapowiedź represji.
Protestujący podkreślają, że nie sprzeciwiają się samej restrukturyzacji. „Nie jesteśmy przeciwko restrukturyzacji, nie jesteśmy przeciwko redukcji zatrudnienia. Ale niech to odbywa się według przejrzystego harmonogramu i jasnych zasad” mówiła Sawicka. Związki zapowiadają też pozwy i zawiadomienie do prokuratury w sprawie wyrównań wynagrodzeń, niewypłaconych nagród jubileuszowych, odpraw emerytalnych i nieodprowadzonych składek.
💬 Głos z oddziału
„Nigdy jeszcze nie było tak źle jak teraz. Człowiek przychodzi rano do pracy ze strachem, czy to nie będzie jego ostatni dzień”.
salowa z 40-letnim stażem, w rozmowie z TVN24
Dyrekcja i powiat: restrukturyzacja musi trwać
Dyrektorka odpiera zarzuty. Przekonuje, że jest otwarta na dialog, a to związki unikają rozmów. Redukcje etatów mają być uzgadniane z kierownikami oddziałów. „Jesteśmy w trakcie reorganizacji i różnych zmian, które prowadzą do tego, żeby szpital miał jak najmniej długów. Nie ma żadnych problemów z przyjmowaniem pacjentów na wszystkie oddziały” mówiła w TVN24. Według niej restrukturyzacja to nie tylko zwolnienia, ale też łączenie działów i szukanie nowych źródeł przychodów. Plan zakłada wyjście z kryzysu do końca 2027 roku.
Szpital prowadzi powiat sanocki i to zarząd powiatu decyduje o obsadzie stanowiska dyrektora. Starosta Robert Pieszczoch po środowych rozmowach stwierdził: „Po wysłuchaniu wszystkich stron nie ma podstaw, żeby odwołać panią dyrektor”. Przyznał, że dyrektorka popełniła kilka błędów, ale jego zdaniem kolejna zmiana na stanowisku utrudniłaby naprawę finansów. Wskazuje, że miesięczna strata spadła z około 4 mln do 2,3 mln zł. Od końca sierpnia ze szpitala odeszło 65 osób, w dużej części na emerytury, a około 20 kolejnych dostało wypowiedzenia.
Zobacz również:
POLSKA · 13.10.2026Olga Frycz: Ciągle zmieniają mi się pomysły aranżacyjne dotyczące nowego domu. Architektka studzi moje emocjeSiedem godzin rozmów i nic
W poniedziałek zarząd powiatu chciał wysłuchać obu stron na posiedzeniu. Przyszła dyrektorka z prawnikami, związkowcy się nie pojawili. W środę doszło do spotkania, które trwało ponad siedem godzin. „Na ten moment nie ma żadnego przełomu. Mamy jeden postulat i chcemy go spełnić” mówiła po rozmowach Sawicka. „Mam wrażenie, że rozmawialiśmy o niczym” dodała. Powiat chce teraz sprowadzić zewnętrznego mediatora. Na mediację zgodziły się trzy z pięciu związków działających w szpitalu, związek pielęgniarek i Solidarność są przeciw.
Przewodnicząca regionalnych struktur związku pielęgniarek Ewelina Machnica zapowiada, że jeśli sprawa nie rozwiąże się na miejscu, protest może wyjść poza Sanok. „Pracownicy nie odpuszczą, nie na tym etapie” mówiła w rozmowie z Rynkiem Zdrowia.
Finanse szpitala w liczbach
Sanok nie jest wyjątkiem. Według raportu Związku Powiatów Polskich obejmującego 207 szpitali powiatowych aż 91 proc. z nich miało w 2025 roku stratę na podstawowej działalności, a ich łączna strata netto przekroczyła 1,26 mld zł. 125 placówek ma zobowiązania wymagalne, czyli długi po terminie płatności. Szpital w Sanoku jest jednak w szczególnie trudnej sytuacji, bo jego dług przekracza roczną wartość kontraktu z NFZ. Placówka ma też ważną rolę w regionie: to szpital specjalistyczny z kilkunastoma oddziałami całodobowymi. Na listopad niepokój budzi kardiologia, z której wypowiedzenia złożyło trzech lekarzy.
Co głodówka robi z organizmem?
Po jednym do trzech dni bez jedzenia organizm wyczerpuje zapasy glikogenu i zaczyna spalać tłuszcz, przechodząc w stan ketozy. Po tygodniu narastają zaburzenia gospodarki wodno-elektrolitowej: brakuje potasu, sodu, magnezu i fosforanów. Pojawiają się zawroty głowy, spadki ciśnienia przy wstawaniu, omdlenia, a nawet zaburzenia rytmu serca. Spada też koncentracja, co przy pracy na dyżurach ma szczególne znaczenie. Odmowa picia wody, którą zapowiadają związkowcy, grozi groźnym odwodnieniem już w ciągu kilku dni.
⚠️ Niebezpieczny jest też koniec głodówki
- 🍽️ Po długim głodzeniu nie wolno od razu wracać do normalnych posiłków.
- 🫀 W ciągu kilku dni od powrotu do jedzenia może rozwinąć się tzw. zespół ponownego odżywienia, groźny dla serca i układu nerwowego.
- 👨⚕️ Wyjście z głodówki powinno odbywać się stopniowo i pod kontrolą lekarza.
Polskie prawo pracy nie reguluje protestu głodowego wprost. Pracodawca odpowiada jednak za bezpieczeństwo i higienę pracy i nie powinien dopuszczać do pracy osoby, która nie jest w stanie bezpiecznie jej wykonywać. Na ten argument powołuje się starosta. Protestujący pracują według grafików i podpisali oświadczenia, że biorą odpowiedzialność za swoje zdrowie.
To nie pierwsza głodówka w tym szpitalu. Jesienią 2018 roku pielęgniarki z Sanoka, również pod kierunkiem Małgorzaty Sawickiej, prowadziły podobny protest płacowy.
Najczęstsze pytania
Czy szpital w Sanoku przyjmuje pacjentów?
Tak. Dyrekcja zapewnia, że nie ma problemów z przyjmowaniem pacjentów na wszystkie oddziały. Protestujący pracują normalnie według grafików.
Czego żądają protestujący?
Mają jeden postulat: odwołanie dyrektorki Wioletty Kacperskiej. Zarzucają jej m.in. łamanie praw pracowniczych i brak dialogu ze związkami.
Dlaczego pracownicy dostają 70 proc. pensji?
Szpital ma ponad 220 mln zł zadłużenia i od sierpnia wypłaca pracownikom 70 proc. wynagrodzenia. Trwa restrukturyzacja, która ma ograniczyć straty.









