
Miał być zwykły wieczorny spacer brzegiem morza. Skończył się wezwaniem saperów, wojska i kontrterrorystów. We wtorek na plaży w Karwi w powiecie puckim przypadkowy przechodzień natrafił na częściowo zakopany w piasku obiekt przypominający drona. Żandarmeria Wojskowa potwierdziła, że chodzi o fragmenty bezzałogowego statku powietrznego, ale do dziś oficjalnie nie wiadomo, skąd się wziął i do kogo należy. Sprawę prowadzi Prokuratura Okręgowa w Gdańsku.
★ Najważniejsze informacje
- 🏖️ Obiekt znalazł spacerowicz we wtorek 13 października około 18:20. Był częściowo zakopany w piasku.
- 📏 Według RMF FM urządzenie ma około dwóch metrów długości. Nieoficjalnie mówi się, że to sprzęt polskiego wojska.
- 🧪 Najpierw sprawdzono zagrożenie biologiczne, chemiczne i radiologiczne, a dopiero potem wybuchowe.
- ⚖️ Sprawę wyjaśnia Żandarmeria Wojskowa pod nadzorem wydziału do spraw wojskowych Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.
- 🌊 To drugi taki przypadek nad polskim morzem w ciągu miesiąca. We wrześniu pod Jarosławcem znaleziono uzbrojonego rosyjskiego drona.
Spacer, który skończył się alarmem
Zgłoszenie trafiło do dyżurnego Komendy Powiatowej Policji w Pucku za pośrednictwem Centrum Powiadamiania Ratunkowego. „Osoba postronna znalazła obiekt przypominający drona” przekazała asp. Agnieszka Selewska, oficer prasowa puckiej policji. Na miejsce natychmiast pojechali policjanci, którzy zabezpieczyli teren i powiadomili prokuraturę oraz inne służby.
Lista tych, którzy w ciągu kilku godzin pojawili się na plaży, jest imponująca. Byli saperzy, żołnierze, funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Służby Kontrwywiadu Wojskowego, a także policyjni kontrterroryści. Według lokalnego portalu kaszuby24.pl do Karwi skierowano też specjalistyczną grupę ratownictwa chemicznego. Strażacy, jak tłumaczył mł. kpt. Maciej Kuptz z puckiej straży, działali wyłącznie pomocniczo i oświetlali teren.
Najpierw chemia i promieniowanie, potem materiały wybuchowe
Dlaczego nikt od razu nie podszedł do znaleziska i nie sprawdził, co to jest? Wyjaśnił to ppłk Dariusz Rozkosz, rzecznik Komendanta Głównego Żandarmerii Wojskowej. „W pierwszej kolejności muszą zostać przeprowadzone szczegółowe badania pod kątem zagrożenia biologicznego, chemicznego i radiologicznego, następnie pod kątem zagrożenia materiałami wybuchowymi. Dopiero wówczas będziemy mogli podejść do tego przedmiotu i, jeśli się uda, stwierdzić, co to jest” mówił Interii. Jak dodał, taka procedura zajmuje sporo czasu.
Po godzinie 22 Żandarmeria opublikowała krótki komunikat. Poinformowała w nim, że pod nadzorem prokuratora wydziału do spraw wojskowych Prokuratury Okręgowej w Gdańsku wyjaśnia okoliczności odnalezienia na plaży w Karwi „fragmentów niezidentyfikowanego obiektu latającego”. Kolejne informacje mają być przekazywane w miarę postępów ustaleń.
Polski czy obcy? Co wiadomo nieoficjalnie
Oficjalnie służby nie potwierdzają ani pochodzenia, ani przeznaczenia urządzenia. Reporter RMF FM Krzysztof Zasada ustalił jednak, że „wszystko wskazuje na to, że to maszyna polskiego wojska”. Stacja zastrzega, że musi to jeszcze potwierdzić armia. Jeśli te informacje się potwierdzą, sprawa może okazać się znacznie mniej groźna, niż wyglądała we wtorkowy wieczór. Nad Zatoką Pucką i w rejonie Helu znajdują się obiekty wojskowe, a na Bałtyku regularnie odbywają się ćwiczenia.
Zobacz również:
POLSKA · 12.10.2026Rok akademicki wystartował, a tysiące studentów nie ma gdzie mieszkać. Ceny miejsc potrafią zwalić z nógMiesiąc temu dron z głowicą pod Jarosławcem
Tak duża mobilizacja służb nie dziwi, bo pamięć o wrześniowym incydencie jest wciąż świeża. 14 września wojsko wyłowiło z Bałtyku bezzałogowiec w rejonie plaży w Rusinowie koło Jarosławca w województwie zachodniopomorskim. Wstępne oględziny wskazywały, że to rosyjski dron wojskowy, najpewniej typu Gerbera 2. Dwa dni później prokuratura w Poznaniu ujawniła, że maszyna była uzbrojona: miała głowicę odłamkowo burzącą z zapalnikiem. Saperzy oddzielili ją od drona i zneutralizowali jeszcze na plaży.
Dowództwo Operacyjne przekazało wtedy, że jego systemy nie odnotowały w tamtym okresie naruszenia przestrzeni powietrznej, a jedna z hipotez zakładała, że dron został utracony podczas manewrów nad Bałtykiem i dryfował z prądem.
Co robić, gdy znajdziesz coś podejrzanego na plaży?
Bałtyk co roku wyrzuca na brzeg nie tylko bursztyn. Zdarzają się pozostałości z czasów wojny, flary, pojemniki z nieznaną zawartością, a ostatnio także drony. Mieszkaniec Karwi zachował się wzorowo: nie ruszał znaleziska i od razu zawiadomił służby. Policja i saperzy od lat powtarzają te same zasady.
💡 Zasady, które mogą uratować życie
- Nie dotykaj, nie podnoś i nie próbuj odkopywać przedmiotu. Nie rób sobie z nim zdjęć z bliska.
- Odejdź na bezpieczną odległość i zadbaj, by nie podchodziły inne osoby, zwłaszcza dzieci.
- Zadzwoń na 112. Opisz, jak wygląda przedmiot, i podaj jak najdokładniejsze miejsce, np. numer zejścia na plażę.
- Jeśli możesz, poczekaj na policję z daleka i wskaż jej miejsce znaleziska.
- Pamiętaj o białym fosforze: przypomina bursztyn, ale na powietrzu może się zapalić. Nie wkładaj nieznanych „bursztynów” do kieszeni.
Najczęstsze pytania
Co znaleziono na plaży w Karwi?
Według Żandarmerii Wojskowej fragmenty bezzałogowego statku powietrznego, czyli drona. Obiekt ma około dwóch metrów długości. Jego pochodzenie nie zostało oficjalnie potwierdzone.
Czy dron z Karwi był niebezpieczny?
Służby nie przekazały informacji o materiałach wybuchowych ani innych zagrożeniach. Nieoficjalnie mówi się, że to sprzęt polskiego wojska, ale armia jeszcze tego nie potwierdziła.
Gdzie zgłosić podejrzany przedmiot na plaży?
Pod numerem alarmowym 112. Dyspozytor przekaże zgłoszenie policji, która w razie potrzeby wezwie saperów i inne służby.









