
Reklama wygląda profesjonalnie, produkt zapowiada się rewelacyjnie, a cena kusi. Problem w tym, że zamiast laserowego narzędzia ogrodowego do domu przyjeżdża plastikowy pistolet na wodę, a zamiast kamery termowizyjnej garść bezwartościowych drobiazgów. Jak ujawnił Onet, ofiarą internetowych spółek widmo padły już tysiące klientów w całej Polsce, a proceder trwa nieprzerwanie od końca 2024 roku. Co gorsza, poszkodowanym bardzo trudno odzyskać pieniądze.
★ Najważniejsze informacje
- 🛒 Tysiące klientów zamówiło produkty z reklam w mediach społecznościowych i otrzymało bezwartościowe podróbki albo przypadkowe przedmioty.
- 📦 Paczki wysyłane są z magazynu pod Wrocławiem, choć na etykietach widnieją dane nadawców z Singapuru i Malezji.
- 💸 Ofiary płaciły za pobraniem, co wcale ich nie chroniło. Pieniądze trafiały do oszustów, zanim ktokolwiek otworzył przesyłkę.
- ⚖️ Część zgłoszeń kończy się odmową wszczęcia postępowania, a proceder trwa od końca 2024 roku.
- 🔎 Sklep widmo można rozpoznać po kilku sygnałach: braku danych firmy, zbyt niskiej cenie i opiniach wyłącznie na stronie sprzedawcy.
Cudowne gadżety z reklam, które nie istnieją
Schemat za każdym razem wygląda podobnie. W mediach społecznościowych pojawia się efektowna reklama niezwykłego produktu: laserowego pistoletu do przycinania żywopłotu, kamery termowizyjnej albo innego gadżetu, który w sklepach kosztuje krocie, a tu jest dostępny za ułamek ceny. Pan Roman, jeden z poszkodowanych opisanych przez Onet, zamówił w ten sposób narzędzie ogrodowe za 480 zł. W paczce odebranej na poczcie znalazł plastikowy pistolet na wodę.
Inny klient, pan Zbigniew, zapłacił 350 zł za kamerę termowizyjną. Zamiast niej dostał kilka bezwartościowych przedmiotów. „Jestem kolejnym frajerem, który dał się oszukać przez tę firmę” – napisał w wiadomości do dziennikarzy. Na forach internetowych wątki poświęcone podejrzanym sklepom liczą po kilkadziesiąt stron, a liczba poszkodowanych idzie w tysiące.
Barak pod Wrocławiem i firmy z egzotycznymi adresami
Trop prowadzi do hali przy jednym z wrocławskich centrów logistycznych. Według relacji świadka cytowanego przez Onet pracowało tam około 20 osób, które nie mówiły po polsku, a maszyna bez przerwy drukowała etykiety naklejane na tysiące paczek ustawionych na paletach. Na przesyłkach widnieją nazwy kilku spółek, m.in. ISC International Supply Center, KEYCHA czy RAYEASY LIMITED. Tylko pierwsza z nich jest zarejestrowana w Polsce, pod adresem domu jednorodzinnego na wrocławskim Psim Polu, w którym dziennikarze nikogo nie zastali.
Dane nadawców na etykietach wskazują na Singapur i Kuala Lumpur, co w praktyce uniemożliwia skuteczny zwrot towaru. Najbardziej frustrujące dla poszkodowanych jest jednak to, że zgłoszenia nie zawsze kończą się śledztwem. Pan Roman po kilku tygodniach otrzymał z prokuratury pismo o odmowie wszczęcia dochodzenia ze względu na niską szkodliwość czynu. Proceder tymczasem trwa w najlepsze.
Zobacz również:
POLSKA · 08.10.2026Prawie milion seniorów dostanie wyższe przelewy. Podwyżka renty wdowiej naliczy się sama, bez żadnego wnioskuDlaczego płatność za pobraniem nie chroni
Wielu poszkodowanych wybierało płatność przy odbiorze w przekonaniu, że to najbezpieczniejsza forma zakupów. Niestety, w tym schemacie pobranie działa na korzyść oszustów. Pieniądze przekazujemy kurierowi lub na poczcie jeszcze przed otwarciem paczki, a po stwierdzeniu, że zawartość to bezwartościowa podróbka, gotówki nie da się już cofnąć. Nie zadziała tu także chargeback, czyli procedura odzyskiwania środków z karty płatniczej.
Teoretycznie konsument ma prawo odstąpić od umowy zawartej na odległość w ciągu 14 dni. W praktyce odesłanie towaru na adres w Azji kosztuje więcej niż sam produkt, a na odpowiedź sprzedawcy można czekać w nieskończoność. Właśnie na to liczą organizatorzy procederu.
Jak się chronić i co zrobić po oszustwie
Przed zakupem z reklamy w social mediach warto poświęcić dwie minuty na weryfikację sklepu. Sprawdźmy, czy strona zawiera pełne dane firmy, w tym NIP i adres, oraz jak długo domena istnieje. Opinie o sprzedawcy szukajmy poza jego stroną, na niezależnych forach i w serwisach z recenzjami. Czerwoną lampką powinna być też cena rażąco niższa od rynkowej oraz produkt o właściwościach, które brzmią zbyt pięknie, by były prawdziwe.
Jeśli już padliśmy ofiarą oszustwa, zbierzmy wszystkie dowody: zrzuty ekranu reklamy i strony sklepu, potwierdzenie płatności oraz zdjęcia zawartości paczki. Sprawę należy zgłosić policji, a pomoc w sporze ze sprzedawcą oferują miejski lub powiatowy rzecznik konsumentów oraz infolinia konsumencka. Im więcej zgłoszeń dotyczących tych samych spółek, tym większa szansa, że służby potraktują sprawę jako zorganizowany proceder, a nie pojedyncze drobne oszustwo.
Najczęstsze pytania
Jak rozpoznać sklep widmo w internecie?
Najczęstsze sygnały ostrzegawcze to brak danych firmy na stronie, bardzo krótka historia sklepu, cena wyraźnie niższa od rynkowej, opinie dostępne wyłącznie u sprzedawcy oraz kontakt możliwy tylko przez formularz. Warto też sprawdzić nazwę sklepu w wyszukiwarce z dopiskiem „opinie” lub „oszustwo”.
Czy płatność za pobraniem chroni przed oszustwem?
Nie. Pieniądze przekazujemy przed otwarciem paczki, więc jeśli w środku jest bezwartościowy przedmiot, gotówki nie da się cofnąć. Bezpieczniejsze są płatności kartą lub przez sprawdzone systemy płatnicze, które dają możliwość reklamacji transakcji.
Co zrobić po otrzymaniu podróbki zamiast zamówionego produktu?
Trzeba zabezpieczyć dowody, czyli zrzuty ekranu reklamy, potwierdzenie płatności i zdjęcia zawartości przesyłki, a następnie zgłosić sprawę policji. Bezpłatną pomoc prawną zapewniają rzecznicy konsumentów. Można też złożyć reklamację u operatora płatności i powiadomić platformę, na której wyświetlała się reklama.









