
Sprawa wycieku danych blisko 19 milionów Polaków z medycznego systemu MyDr może mieć drugi akt. Cyberprzestępcy, którzy przyznali się do włamania, zapowiedzieli właśnie „coś większego”. Co gorsza, robią to w momencie, gdy ich dotychczasowe deklaracje niestety znajdowały potwierdzenie w faktach. Eksperci od cyberbezpieczeństwa studzą emocje, ale nie ukrywają, że skala baz danych krążących po polskim rynku może jeszcze niejednego zaskoczyć. Wyjaśniamy, co dokładnie ogłosili sprawcy, jak oceniają to specjaliści i co każdy z nas może zrobić, zanim wydarzy się cokolwiek nowego.
★ W skrócie: najważniejsze fakty
- 💻 Hakerzy odpowiedzialni za wyciek z systemu MyDr zapowiedzieli publicznie „coś większego”, nie zdradzając szczegółów.
- 📣 Komunikaty publikują z konta Fingerprint w serwisie X, a za pośrednika obrali sobie serwis Zaufana Trzecia Strona i jego redaktora naczelnego Adama Haertle.
- 🎭 Sprawcy przekonują, że nie są przestępcami, tylko dbają o cyberbezpieczeństwo Europy. Zdaniem eksperta to gra wizerunkowa, bo za „testy bezpieczeństwa” zażądali zapłaty, co jest klasycznym okupem.
- 🏥 Na rynku systemów dla przychodni działają jeszcze dwa podmioty o podobnej skali co MyDr. Ekspert radzi im pilnie zweryfikować zabezpieczenia.
- 🔎 Każdy może sprawdzić na bezpiecznedane.gov.pl, czy jego PESEL znalazł się w dotychczasowym wycieku.
- 🛡️ Podstawowa zasada na najbliższe tygodnie: zakładaj, że twoje dane już krążą, i weryfikuj każdy nietypowy telefon czy SMS.
Hakerzy wybrali sobie pośrednika. „Sam jestem zaskoczony”
Od początku sprawy przestępcy odpowiedzialni za włamanie do MyDr kontaktują się ze światem w nietypowy sposób. Zamiast klasycznych kanałów wybrali serwis Zaufana Trzecia Strona, jeden z najbardziej znanych polskich portali o cyberbezpieczeństwie. To jego redaktorowi naczelnemu, Adamowi Haertle, przekazali wcześniej próbkę wykradzionej bazy, która potwierdziła autentyczność ataku. Teraz zapowiadają, że o kolejnej akcji również poinformują najpierw jego.
Sam Haertle przyznaje w rozmowie z Interią, że nie wie, dlaczego padło akurat na niego. Jego koledzy sprawdzili, że gdy zapyta się sztuczną inteligencję o polskiego dziennikarza zajmującego się cyberbezpieczeństwem, jego nazwisko pojawia się na szczycie listy. Ekspert deklaruje jednocześnie, że wszelkie nowe informacje od sprawców trafią natychmiast do zespołu CERT Polska.
Blef czy realne zagrożenie
Najważniejsze pytanie brzmi oczywiście: czy zapowiedź „czegoś większego” należy traktować poważnie? Haertle zachowuje ostrożność. Jak podkreśla, mowa o złodziejach, którzy nie biorą żadnej odpowiedzialności za swoje słowa, i wciąż ma nadzieję, że deklaracje okażą się mistyfikacją. Problem w tym, że dotychczasowe twierdzenia tej grupy okazywały się prawdziwe, więc trudno je po prostu zignorować.
Ekspert zwraca uwagę na szerszy kontekst. Jeszcze niedawno o firmie MyDr mało kto poza branżą słyszał, a okazało się, że jej system obsługiwał około 12 tysięcy przychodni i gabinetów. Na tym samym rynku działają jeszcze dwa podmioty o zbliżonych udziałach i niewykluczone, że dane części pacjentów znajdują się w bazach wszystkich trzech dostawców. Podobnie może być w zupełnie innych branżach, gdzie firmy przetwarzają nasze dane, choć często nawet o tym nie wiemy, bo informacja o tym utonęła gdzieś w regulaminie.
Zobacz również:
POLSKA · 01.09.2026Wychowywałeś dzieci przed 1999 rokiem? ZUS może przeliczyć twoją emeryturę na korzystniejszych zasadach„Robin Hoodowie” z żądaniem okupu
Osobnym wątkiem sprawy jest to, jak usilnie sprawcy dbają o własny wizerunek. W komunikatach proszą, by „nie nazywać ich przestępcami”, a swoją misję opisują jako poprawianie cyberbezpieczeństwa w Europie, zwłaszcza w czasie cyberwojny z Rosją. Zdaniem Haertle to czysty zabieg PR-owy i gra pod publiczkę, obliczona na to, by postawić się w lepszym świetle.
⚠️ Fakty mówią same za siebie. Sprawcy wielokrotnie podkreślali, że nie żądają okupu od zhakowanej firmy. W kolejnym zdaniu oczekiwali jednak zapłaty za „przeprowadzone testy bezpieczeństwa”, których nikt u nich nie zamawiał. Jak zauważa ekspert, to klasyczny okup, tyle że inaczej nazwany. Uczciwy badacz bezpieczeństwa po wykryciu podatności zgłosiłby ją służbom, a nie pobierał wcześniej 19 milionów rekordów z danymi pacjentów.
Co możesz zrobić już teraz
Niezależnie od tego, czy zapowiedź kolejnego wycieku się zmaterializuje, warto wykorzystać ten czas na uporządkowanie własnego cyfrowego bezpieczeństwa. Na rządowej stronie bezpiecznedane.gov.pl można sprawdzić, czy nasz PESEL znalazł się w dotychczasowym wycieku. Jak to zrobić krok po kroku i jak zastrzec numer PESEL, opisaliśmy szczegółowo w poradniku o wycieku danych z MyDr.
Trzy zasady ograniczonego zaufania
Rady eksperta ds. cyberbezpieczeństwa na najbliższe tygodnie
1. Zakładaj, że twoje dane już krążą
Ten incydent nie jest ani pierwszym, ani ostatnim tego rodzaju. Zamiast panikować, przyjmij zasadę stałej ostrożności wobec nietypowych kontaktów.
2. Rozłącz się i sam oddzwoń
Dzwoni rzekomy konsultant banku? Odłóż słuchawkę, znajdź oficjalny numer i zadzwoń tam samodzielnie. Dzwoni „wnuczek” z nagłą prośbą? Rozłącz się i zadzwoń bezpośrednio do niego. To jedyna naprawdę skuteczna metoda weryfikacji.
3. Reaguj zdecydowanie na wszystko, co nietypowe
Jeżeli kontaktuje się z tobą ktoś, kto zwykle tego nie robi, i przekazuje zaskakujące wiadomości, potraktuj to jako sygnał alarmowy, a nie ciekawostkę. Chwila weryfikacji kosztuje mniej niż wyczyszczone konto.
Warto też pamiętać, że po każdym głośnym incydencie rośnie fala oszustw wykorzystujących ludzki strach. Przestępcy podszywają się pod banki, urzędy i infolinie, a ich scenariusze bywają coraz bardziej dopracowane. O tym, jak oszuści żerują na emocjach pacjentów, pisaliśmy w tekście o fali medycznych dezinformacji w polskim internecie.
Najczęstsze pytania o nowe zapowiedzi hakerów
Czy doszło już do kolejnego wycieku?
Nie. Na razie mowa wyłącznie o zapowiedzi sprawców, którzy ogłosili, że szykują „coś większego”. Żadne nowe dane nie zostały dotąd ujawnione, a eksperci nie wykluczają, że cała zapowiedź to mistyfikacja.
Czy zastrzeżenie numeru PESEL wciąż ma sens?
Tak, i to większy niż kiedykolwiek. Zastrzeżenie blokuje możliwość wzięcia kredytu, założenia konta czy wyrobienia duplikatu karty SIM na nasze dane, a nie utrudnia codziennego życia. Można je wykonać bezpłatnie w aplikacji mObywatel, na stronie mObywatel.gov.pl lub w urzędzie gminy.
Kto prowadzi śledztwo w sprawie wycieku z MyDr?
Postępowanie prowadzi Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Własną kontrolę w spółce zapowiedział także Urząd Ochrony Danych Osobowych. Za przełamanie zabezpieczeń systemu informatycznego grozi do trzech lat więzienia.
Skąd będę wiedzieć, czy nowy wyciek dotyczy moich danych?
Jeżeli zapowiedzi sprawców się potwierdzą, informacje w pierwszej kolejności trafią do CERT Polska i służb, a rządowa strona bezpiecznedane.gov.pl powinna zostać zaktualizowana o nowe zbiory danych. Warto śledzić oficjalne komunikaty i nie ufać żadnym SMS-om ani telefonom, które rzekomo informują o wycieku.









