
Blisko 19 milionów osób. Tyle ofiar ma największy wyciek danych w historii Polski. Hakerzy, którzy włamali się do systemów firmy obsługującej elektroniczną dokumentację medyczną, trzy tygodnie po ataku zapowiedzieli „coś większego”. A potem zamilkli. Adam Haertle, redaktor naczelny serwisu Zaufana Trzecia Strona i jedyna osoba w Polsce, z którą przestępcy utrzymują kontakt, opowiedział w rozmowie z Interią o kulisach tej sprawy. I o tym, dlaczego cisza po wielkich zapowiedziach może być paradoksalnie dobrą wiadomością.
★ W skrócie: wyciek danych i szantaż
- 🗂️ Ofiarą ataku padła firma MyDr, a wyciek objął dane blisko 19 milionów osób.
- 🏥 Zaatakowana spółka obsługuje około jednej trzeciej rynku elektronicznej dokumentacji medycznej.
- 📧 Hakerzy piszą z konta Fingerprint, łamaną angielszczyzną, i kontaktują się tylko z jednym ekspertem.
- 🤫 Po zapowiedzi „czegoś większego” zapadła cisza. Zdaniem eksperta to może oznaczać, że sprawcy wpadli.
- 💸 Żądania okupu bywają absurdalne. Od jednego z banków haker chciał pół miliona złotych za milczenie.
- 🕵️ Teoria, że dane wyciekły już w 2024 roku, została zweryfikowana i obalona.
Jedyny człowiek, do którego piszą przestępcy
Adam Haertle od lat opisuje włamania i wycieki, ale w tej sprawie znalazł się w wyjątkowej roli. To on dostał od hakerów wiadomość o gigantycznym wycieku, zweryfikował doniesienia, a następnie powiadomił zaatakowaną firmę i zespół CERT Polska, koordynujący obsługę takich incydentów. Gdy przestępcy zapowiedzieli ciąg dalszy, wskazali go jako osobę, która dowie się o wszystkim pierwsza.
Dlaczego akurat on? Ekspert ma zaskakująco prozaiczną teorię. „Jeden ze znajomych z ciekawości sprawdził, że kiedy zapytamy duży model językowy, kto w Polsce zajmuje się od strony dziennikarskiej opisywaniem tego typu zdarzeń, to są wymieniane trzy nazwiska. I moje jest często pierwsze na tej liście. Podejrzewam, że sprawcy takie właśnie ćwiczenie wykonali” – opowiadał Interii.
Ciekawostką jest sam styl komunikacji. Wiadomości przychodzą z konta o nazwie Fingerprint, pisane koślawym, jak to określa Haertle, „szkolno-azjatyckim” angielskim. Ekspert przestrzega jednak przed pochopnymi wnioskami. „W dobie sztucznej inteligencji można powiedzieć czatowi: napisz to tak, jakby napisał to Hindus czy Koreańczyk. Równie dobrze to mogą być Polacy, udający kogoś innego” – zaznacza.

Pół miliona złotych za milczenie. Tak wyglądają „negocjacje”
Żądanie okupu za wykradzione dane to dziś standardowy element cyberprzestępczego biznesu, ale kwoty i oczekiwania bywają oderwane od rzeczywistości. „Czasem są to żądania całkowicie nieracjonalne” – mówi Haertle i przytacza historię włamania do mniejszego polskiego banku, z którego ukradziono salda rachunków, historię operacji i dane osobowe kilkudziesięciu tysięcy klientów. „Sprawca chciał około pół miliona złotych za to, że nikomu o tym nie powie. Pół miliona za brak utraty reputacji” – relacjonuje.
Zdarza się, że włamywacze próbują wykorzystać dziennikarzy jako pośredników, gdy firma nie chce płacić. Haertle przyznaje, że „nie lubi być narzędziem w rękach przestępców”, ale takie sytuacje po prostu się zdarzają. W sprawie MyDr hakerzy najpierw przez trzy dni bezskutecznie próbowali nawiązać kontakt z samą firmą. Dopiero potem odezwali się do niego, przesyłając na dowód próbki danych, w tym jego własne.
Co ciekawe, ekspert przyznaje, że przestępcy jak dotąd dotrzymują słowa. „Obiecali, że nie opublikują, nie opublikowali, więc te twierdzenia do tej pory wszystkie się sprawdziły. Nie mamy innego powodu, oprócz tego, że są to przestępcy, by im nie ufać. Ale pamiętajmy nadal: to są przestępcy” – podkreśla w rozmowie z Interią.
Zobacz również:
POLSKA · 04.09.2026Dorota Szelągowska stworzyła dom pokazowy. „Z chęcią bym tutaj sama zamieszkała”Cisza, która może oznaczać kajdanki
Najbardziej intrygujący jest jednak finał tej historii, a właściwie jego brak. Po zapowiedzi „czegoś większego” konto Fingerprint zamilkło. Zdaniem Haertle to wcale nie musi zwiastować katastrofy. „To daje nadzieję, bo jak ktoś zrobi duże zapowiedzi, a potem znika, to może na przykład właśnie został aresztowany” – ocenia ekspert. Skala potencjalnego zagrożenia jest jednak realna, bo poza zaatakowaną firmą na rynku działają jeszcze dwie inne duże spółki z tej samej branży.
Ekspert rozprawił się też z krążącą w sieci teorią, że dane wyciekły już w 2024 roku i od dawna są w rękach obcych wywiadów. Podobieństwa rzeczywiście były uderzające: ta sama firma w tle i niemal identyczna liczba rekordów. Chodziło jednak o zupełnie inne zdarzenie. Wtedy dwóch nastolatków dostało się do systemów poznańskiej przychodni, by pozyskiwać dane pacjentów do wystawiania recept na leki opioidowe, które następnie sprzedawali na czarnym rynku. „Po paru dniach wpadli w ręce policji, która zabezpieczyła dane” – uspokaja Haertle.
💡 Twoje dane mogły wyciec? Zrób to jak najszybciej:
- zastrzeż numer PESEL w aplikacji mObywatel albo na stronie gov.pl, to blokuje wzięcie kredytu na twoje dane,
- sprawdź w serwisie bezpiecznedane.gov.pl, czy twoje dane pojawiły się w znanych wyciekach,
- włącz alerty BIK, które powiadomią cię o próbie zaciągnięcia zobowiązania,
- uważaj na telefony i SMS-y od „banku” czy „policji”, po wycieku oszuści znają twoje imię, nazwisko i numer telefonu,
- nie używaj tego samego hasła w wielu serwisach i wszędzie, gdzie się da, włącz weryfikację dwuetapową.
Najczęstsze pytania o wyciek danych
Czy moje dane na pewno wyciekły?
Wyciek objął blisko 19 milionów rekordów z systemów firmy obsługującej przychodnie w całym kraju, więc prawdopodobieństwo jest niestety spore. Warto sprawdzić swoje dane w rządowym serwisie bezpiecznedane.gov.pl i obserwować komunikaty CERT Polska oraz zaatakowanej firmy.
Czy hakerzy opublikowali wykradzione dane?
Według stanu wiedzy ekspertów nie. Sprawcy obiecali, że tego nie zrobią, i na razie dotrzymują słowa. To jednak przestępcy, więc żadnej gwarancji nie ma, a wykradziona baza może zostać sprzedana lub ujawniona w każdej chwili.
Co grozi sprawcom?
Za atak na systemy informatyczne, kradzież danych i szantaż polskie prawo przewiduje kary do kilkunastu lat pozbawienia wolności, a przy działaniu w zorganizowanej grupie sankcje idą jeszcze wyżej. Najpierw jednak trzeba sprawców złapać, co przy tego typu przestępczości bywa najtrudniejszą częścią zadania.









