
Ta historia brzmi jak scenariusz filmu sensacyjnego, a wydarzyła się naprawdę, na Podkarpaciu. Lekki śmigłowiec przelatujący nad Tarnobrzegiem zahaczył o linię energetyczną przy zakładach chemicznych Siarkopol i zerwał ją. Pilot wylądował nieopodal, wysiadł, spokojnie obejrzał uszkodzenia maszyny, po czym wsiadł z powrotem i odleciał, nie informując o zdarzeniu żadnych służb. Po kilkudziesięciu godzinach poszukiwań mężczyzna sam zgłosił się na policję. Sprawą zajmują się śledczy oraz Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych.
★ W skrócie: niecodzienny incydent w Tarnobrzegu
- 🚁 W poniedziałek po południu lekki śmigłowiec zerwał linię energetyczną przy zakładach Siarkopol w Tarnobrzegu.
- 👀 Świadkowie widzieli, jak pilot wylądował, obejrzał uszkodzenia i odleciał bez słowa.
- ⚡ Zerwana linia nie była pod napięciem i nikt nie ucierpiał.
- 🚔 Po poszukiwaniach 56-letni mieszkaniec powiatu tarnowskiego sam zgłosił się na policję.
- 🛩️ Maszyna to najprawdopodobniej cywilny śmigłowiec Robinson zarejestrowany we Włoszech.
- ⚖️ Postępowanie dotyczy sprowadzenia zagrożenia w ruchu powietrznym i niezgłoszenia incydentu lotniczego.
Przeleciał nad zakładami i zahaczył o przewody
Do zdarzenia doszło w poniedziałek, krótko przed godziną 15, w rejonie ulicy Chemicznej w Tarnobrzegu, tuż przy terenie Zakładów Chemicznych Siarkopol. Świadkowie zaalarmowali policję, że przelatujący nisko śmigłowiec zahaczył o linię energetyczną i zerwał przewody. Jak się później okazało, uszkodzona linia na szczęście nie była pod napięciem, dzięki czemu obyło się bez porażenia prądem, pożaru czy przerw w dostawach energii.
To, co wydarzyło się chwilę później, zaskoczyło nawet doświadczonych policjantów. Z relacji świadków wynika, że maszyna wylądowała w pobliżu, pilot wysiadł, obszedł śmigłowiec, ocenił uszkodzenia, po czym wrócił za stery i odleciał w nieznanym kierunku. Nie powiadomił ani służb energetycznych, ani policji, ani nadzoru lotniczego, choć obowiązek zgłoszenia takiego zdarzenia wynika wprost z przepisów prawa lotniczego.
Poszukiwania i zaskakujący finał
Od poniedziałkowego popołudnia służby próbowały ustalić, kto siedział za sterami. W grę wchodziła analiza nagrań z monitoringu, relacji świadków oraz danych o ruchu lotniczym w regionie. Śledczy ustalili, że feralna maszyna to najprawdopodobniej lekki cywilny śmigłowiec typu Robinson, zarejestrowany na terenie Włoch, co dodatkowo skomplikowało poszukiwania właściciela.
Finał okazał się jednak prozaiczny. Jak podało RMF FM, pilot sam zgłosił się na policję. To 56-letni mieszkaniec powiatu tarnowskiego. Mężczyzna jest teraz przesłuchiwany, a śledczy ustalają dokładny przebieg lotu, w tym to, skąd i dokąd leciał oraz dlaczego znalazł się tak nisko nad zabudowaniami przemysłowymi.
| Oś zdarzeń | Co się wydarzyło |
|---|---|
| 🕒 Poniedziałek, ok. 15:00 | śmigłowiec zrywa linię energetyczną przy Siarkopolu, świadkowie dzwonią na policję |
| 🚁 Chwilę później | pilot ląduje, ogląda uszkodzenia maszyny i odlatuje bez zgłoszenia zdarzenia |
| 🔍 Poniedziałek i wtorek | policja szuka pilota, ustala typ maszyny i włoską rejestrację, sprawa trafia do PKBWL |
| 🚔 Środa | 56-latek z powiatu tarnowskiego sam zgłasza się na policję |
Zobacz również:
POLSKA · 01.09.2026Pierwszy dzwonek i cała lista nowości. Tak zmienia się polska szkoła od 1 wrześniaCo teraz grozi pilotowi
Policja prowadzi postępowanie w kierunku nieumyślnego sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu powietrznym oraz niezgłoszenia incydentu lotniczego. Za pierwszy z tych czynów kodeks karny przewiduje karę nawet do trzech lat pozbawienia wolności. Osobny wątek to odpowiedzialność za zniszczoną infrastrukturę energetyczną, której naprawę ktoś będzie musiał sfinansować.
Zdarzeniem zajmie się też Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych, która oceni okoliczności lotu od strony bezpieczeństwa lotniczego. Eksperci komisji sprawdzą m.in., na jakiej wysokości poruszała się maszyna i czy pilot miał prawo wykonywać lot w tym rejonie. Loty poniżej bezpiecznej wysokości nad terenem zabudowanym i przemysłowym są co do zasady zabronione właśnie dlatego, że nisko zawieszone przewody bywają dla pilotów praktycznie niewidoczne.
✈️ Warto wiedzieć. Zderzenia z liniami energetycznymi to jedno z najpoważniejszych zagrożeń w lotnictwie lekkim. Cienkie przewody rozpięte między słupami są z powietrza niemal niewidoczne, szczególnie pod słońce i przy dużej prędkości. Właśnie dlatego przepisy wymagają zachowania minimalnej wysokości lotu, a każdy kontakt z przeszkodą, nawet bez ofiar, musi być zgłoszony. Dzięki temu komisja może badać przyczyny i ostrzegać innych pilotów.
Najczęstsze pytania o incydent w Tarnobrzegu
Czy komuś coś się stało?
Nie. Zerwana linia nie była pod napięciem, a na ziemi nikt nie został ranny. Sam pilot również wyszedł ze zdarzenia bez szwanku, o czym najlepiej świadczy fakt, że o własnych siłach odleciał z miejsca incydentu.
Dlaczego pilot miał obowiązek zgłosić zdarzenie?
Prawo lotnicze nakłada na pilotów obowiązek raportowania wypadków i incydentów lotniczych, a zderzenie z przeszkodą, taką jak linia energetyczna, bezsprzecznie do nich należy. Zgłoszenia analizuje Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych, a ich celem jest zapobieganie podobnym zdarzeniom w przyszłości.
Co dalej ze sprawą?
Policja przesłuchuje 56-latka i zabezpiecza dowody, w tym dane dotyczące samego śmigłowca. Równolegle swoje postępowanie prowadzi PKBWL. Od ustaleń śledczych zależy, czy mężczyzna usłyszy zarzuty i jakie poniesie konsekwencje, także finansowe, za zniszczoną linię.









