
Aktorka czuje ogromną satysfakcję z tego, że w te ferie mężowi po 22 latach przerwy, a jej po siedmiu udało się wrócić na stok. Jazda na desce snowboardowej jest dla nich doskonałym relaksem i dlatego w planach mają już kolejne wyjazdy, między innymi do włoskiego Livigno. Zofia Zborowska-Wrona przyznaje, że co prawda lubi spędzać czas w polskich górach, ale miejscowe trasy narciarskie są dla niej zbyt krótkie, dlatego preferuje zagraniczne kurorty.
Tegoroczne ferie aktorka zalicza do udanych i wręcz przełomowych. Po długiej przerwie wraz z mężem mogli bowiem oddać się białemu szaleństwu na stokach.
– Pierwszy raz udało nam się wyjechać na rodzinne ferie zimowe z córeczkami. Najpierw byliśmy w Zakopanem i tam mój mąż pierwszy raz po 22 latach stanął na desce. Łezka mu spłynęła ze szczęścia, bo kiedyś był świetny w sportach zimowych, ale niestety nie mógł ich uprawiać ze względu na swój były zawód. Ja z kolei po siedmiu latach wróciłam na snowboard, a nasza starsza córeczka pod okiem dziadka instruktora – taty Andrzeja, rodowitego górala – nauczyła się jeździć na nartach. Później pojechaliśmy do Włoch i do Kronplatz i tam kontynuowaliśmy ferie i zabawę. Było super, wspaniale – mówi agencji Newseria Zofia Zborowska-Wrona.
Aktorka ma nadzieję, że taki aktywny wypoczynek uda im się wkrótce powtórzyć. Teraz zamierzają pojechać do jednego z największych i najbardziej znanych terenów narciarskich w Europie, z ponad 115 km tras zjazdowych z utwardzonym śniegiem.
– Już w kwietniu planujemy jechać do włoskiego Livigno. Jesteśmy absolutnie sportową rodziną i teraz, gdy jeszcze Nadzia złapała bakcyla, to myślę, że lodowiec wczesną wiosną to jest coś, czego mój mąż musi doświadczyć. Ja już byłam w Livigno latem i jest tam przepięknie, teraz muszę to pokazać moim bliskim – mówi.
Zofia Zborowska-Wrona zauważa, że polskie trasy narciarskie i snowboardowe na tle zagranicznych wypadają nieco słabo. Przede wszystkim są krótkie i zatłoczone, a i zima w naszym kraju nie zawsze jest łaskawa dla narciarzy i snowboardzistów.
– Krótko wypadają i to jest największy smuteczek. Gdy my byliśmy w Zakopanem na samym początku stycznia, to wtedy tak przepięknie sypnęło śniegiem, że ta zima była jak z bajki, ale mimo że armatki pracowały 24 godziny na dobę, to jednak nie dało rady otworzyć Kasprowego, a z niego już można fajnie zjechać. Jeździliśmy więc na Szymoszkowej i jak na przypomnienie sobie jazdy po 22 i po siedmiu latach to jest to super górka. Jednak gdy się jedzie w Alpy, gdzie trasa ma na przykład 8 km, to wtedy już naprawdę można pojeździć – podkreśla aktorka.
Podczas wyboru kurortu narciarskiego Zofia Zborowska-Wrona przede wszystkim zwraca uwagę na długość i liczbę tras, ich dobre oznakowanie, nowoczesność infrastruktury, kulturę jazdy i ofertę dla dzieci.
Źródło: Newseria









