Wraca dyskusja na temat przystąpienia Polski do systemu jednolitej ochrony patentowej w Unii Europejskiej. Na razie pozostajemy poza tym międzynarodowym systemem ochrony własności intelektualnej, a w opinii środowiska rzeczników patentowych jest to dobra decyzja. Ich zdaniem wejście do systemu miałoby sens, gdyby Polska generowała znacznie więcej zgłoszeń i patentów europejskich. Wskazują także na ewentualne ryzyka i wzrost kosztów związanych m.in. z postępowaniami przed Jednolitym Sądem Patentowym.
Jak podaje Komisja Europejska, patent to tytuł prawny, który można przyznać każdemu wynalazkowi o charakterze technicznym, o ile jest on nowy, ma „poziom wynalazczy” i nadaje się do przemysłowego zastosowania. Patent może obejmować sposób działania, funkcję, materiał i sposób wykonania.
– Patenty zapewniają mechanizm pozwalający przekierować strumień korzyści z innowacji do podmiotów, które faktycznie jej dokonały. W skali kraju to się przekłada na wzrost gospodarczy – mówi agencji Newseria dr inż. Marek Bury, polski i europejski rzecznik patentowy. – Trochę inaczej działa to w przypadku relacji ponadnarodowych. Patenty mogą być udzielane nie tylko na rzecz podmiotów polskich, ale i zagranicznych. Polskie podmioty też mogą uzyskiwać patenty za granicą i te korzyści z innowacji wracają do kraju uprawnionego. Nad siatką systemów krajowych zostały nadbudowane systemy międzynarodowe. Jednym z nich jest system europejskiej ochrony patentowej, działający na podstawie Konwencji o udzielaniu patentów europejskich.
Jednolity system patentowy został uruchomiony 1 czerwca 2023 roku. Składa się on z dwóch filarów, czyli patentu jednolitego oraz Jednolitego Sądu Patentowego (UPC). Patent jednolity to tytuł prawny, który zapewnia jednolitą ochronę we wszystkich uczestniczących państwach członkowskich Unii Europejskiej w ramach kompleksowej obsługi. Jednolity Sąd Patentowy oferuje natomiast jedną, wyspecjalizowaną jurysdykcję patentową, która umożliwia scentralizowane rozstrzyganie sporów w uczestniczących państwach członkowskich.
– Konwencja o patencie europejskim to umowa międzynarodowa, która miała przełomowe znaczenie dla struktury praw wyłącznych, które obowiązują w Polsce i już w chwili obecnej podmioty zagraniczne mają wyraźnie więcej ważnych patentów w Polsce niż podmioty krajowe – mówi dr inż. Marek Bury.
W systemie uczestniczy obecnie 18 państw, czyli Austria, Belgia, Bułgaria, Dania, Estonia, Finlandia, Francja, Niemcy, Włochy, Łotwa, Litwa, Luksemburg, Malta, Holandia, Portugalia, Rumunia, Słowenia i Szwecja.
– W tych 18 krajach patent europejski może uzyskać jednolity skutek w tym sensie, że na wniosek uprawnionego w określonym terminie może być utrzymywany w mocy albo wygasnąć we wszystkich krajach jednocześnie. Drugą właściwością systemu jednolitego jest to, że wprowadza on Jednolity Sąd Patentowy, czyli sąd, który w krajach członkowskich porozumienia jest kompetentny w kwestiach oceny ważności oraz naruszenia patentu – podkreśla polski i europejski rzecznik patentowy.
Pomimo nieprzystąpienia Polski do systemu patentu jednolitego polscy zgłaszający mogą z niego korzystać, ponieważ jest on dostępny również dla uprawnionych z państw, które nie są nim objęte. Jeśli natomiast przedsiębiorca chce chronić swój wynalazek patentem europejskim również w Polsce, musi dokonać w niej walidacji tego patentu.
Na koniec 2025 roku na terytorium Polski w mocy pozostawało 15,6 tys. krajowych patentów na wynalazki. Chronionych było także 98 tys. patentów europejskich udzielonych przez Europejski Urząd Patentowy (EPO) – wynika z raportu rocznego Urzędu Patentowego Rzeczypospolitej Polskiej (UPRP) za 2025 rok. Wśród patentów europejskich walidowanych w Polsce w ubiegłym roku dominowały niemieckie (2,1 tys.) i amerykańskie (1,6 tys.). Dla porównania polskich było 124.
– Zostały podjęte prace nad tym, żeby wprowadzić patent, który będzie ważny w całej Unii Europejskiej. To się jak dotąd nie udało. Jest grupa krajów, które są zainteresowane jednolitym skutkiem patentu europejskiego i Polska wstępnie się do nich zaliczała. Po pewnych analizach zostało podniesione, że to może nie być ekonomicznie uzasadnione – wyjaśnia dr inż. Marek Bury.
Zobacz również:
BIZNES · 25.09.2026Amazon otworzył robotyczne centrum logistyczne na Dolnym Śląsku. Utworzy tam ponad tysiąc miejsc pracyJak ocenia, obecna pozycja Polski wobec jednolitego systemu patentowego jest wygodna dla krajowych podmiotów. Zainteresowani mogą korzystać z większości korzyści, jakie się z nim wiążą, jednocześnie unikając najpoważniejszych ryzyk, jakie wynikałyby z przystąpienia w pełni do systemu.
– Przystąpienie Polski do jednolitego systemu patentowego miałoby dwa skutki. Po pierwsze, pozostawiłoby w znacznej mierze do decyzji uprawnionych spośród ponad 80 tys. zagranicznych patentów europejskich obowiązujących w Polsce, czy chcą korzystać z sądów krajowych, czy z Jednolitego Sądu Patentowego. Po drugie, spowodowałoby około trzykrotnie szybszy przyrost liczby patentów europejskich w Polsce, co oznacza, że już istniejąca dysproporcja patentów polskich i zagranicznych w Polsce zmieniłaby się jeszcze na niekorzyść podmiotów polskich – zaznacza rzecznik patentowy. – W tej chwili nie widzę niemal żadnych plusów przystępowania do patentu jednolitego, natomiast minusem jest ryzyko, którego pełnego zakresu jeszcze nie znamy.
Zdaniem eksperta przed podjęciem decyzji o przystąpieniu do jednolitego systemu należałoby się przyjrzeć postępowaniom, które się toczą wobec polskich podmiotów przed Jednolitym Sądem Patentowym. Dotyczy to podmiotów, które działają intensywnie poza granicami Polski. Jako przykład wskazuje spółki z Grupy FAKRO, które w sierpniu 2024 roku zostały pozwane przed Oddziałem Lokalnym UPC w Hamburgu, a językiem postępowania był niemiecki. Sąd uznał, że doszło do naruszenia patentu i oddalił żądanie jego unieważnienia. Ostatecznie strony zawarły ugodę przed rozpoznaniem sprawy przez sąd odwoławczy.
– W systemie spory o naruszenie patentów nie odbywają się tak jak kiedyś przed sądami krajowymi, lecz przed sądem międzynarodowym, niekoniecznie w językach narodowych, a ściślej tylko w kilku językach krajów, w których znajdują się regionalne oddziały sądów, albo w językach Jednolitego Sądu Patentowego, czyli po niemiecku, francusku i angielsku – mówi dr inż. Marek Bury.
Z danych zawartych w bazie orzeczeń UPC wynika, że zdecydowana większość postępowań o naruszenie patentu trafia do kilku wybranych ośrodków, przede wszystkim do sądów pierwszej instancji w Düsseldorfie, Monachium i Mannheim. Trzy niemieckie oddziały wydały łącznie przez pierwsze trzy lata funkcjonowania sądu ponad 60 proc. wszystkich decyzji (69 ze 112). Oddziały w Kopenhadze, Wiedniu oraz oddział nordycko-bałtycki zakończyły po dwa postępowania, a te w Lizbonie, Helsinkach i Brukseli po jednym – wynika z analizy Polskiej Izby Rzeczników Patentowych (PIRP).
Rzecznik wskazuje także na koszty związane z dochodzeniem swoich praw przed UPC. Pozew o naruszenie patentu wiąże się z opłatą stałą w wysokości 14,6 tys. euro. Do niej może zostać doliczona kolejna opłata zależna od wartości sporu sięgająca do 430 tys. euro. Z kolei opłata sądowa od pozwu o unieważnienie patentu to koszt 26,5 tys. euro.
– Przystąpienie do takiej umowy miałoby sens, gdybyśmy jako kraj generowali znacznie więcej zgłoszeń i patentów europejskich. W tej chwili liczby nie są po naszej stronie – zaznacza rzecznik patentowy.
Dane EPO pokazują, że w przeliczeniu na milion mieszkańców zgłaszający z Polski w 2025 roku dokonali 17 zgłoszeń patentowych. Na czele znajdują się Liechtenstein (10,5 tys.), Szwajcaria (ponad 1 tys.) i Finlandia (613). Średnia dla wszystkich 39 krajów zrzeszonych w Europejskiej Organizacji Patentowej wynosi 137.
– Gdybyśmy byli w stanie znacznie powiększyć własną aktywność, to układ sił w systemie by się zmienił i potencjalnie wtedy system mógłby pracować na korzyść polskich podmiotów, a nie przeciwko nim. Kiedy dokładnie by się to stało, jest to trudne do określenia, ale możemy sobie śmiało wyobrażać, że gdyby Polska przekroczyła średnią wartość liczby patentów na milion mieszkańców w skali Unii Europejskiej albo chociaż medianę, to byłby to jakiś sygnał, żeby się zastanawiać nad decyzją o przystąpieniu – uważa dr inż. Marek Bury.
Źródło: Newseria









