
Dodatkowe 3 mld euro w imporcie paliw kopalnych – tyle kosztowało europejskich podatników pierwszych 10 dni wojny na Bliskim Wschodzie – poinformowała w Parlamencie Europejskim przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen. Jak dodała, w tym czasie ceny gazu wzrosły o 50 proc., a ropy o 27 proc., podczas gdy ceny energii jądrowej i z odnawialnych źródeł pozostały bez zmian. – Powinniśmy się uniezależniać od paliw kopalnych. Za każdym razem, gdy wybucha jakakolwiek wojna, której nie wywołujemy, płacimy za to podwyższonymi cenami paliw – mówi Robert Biedroń, poseł do Parlamentu Europejskiego z Nowej Lewicy.
Konflikt na Bliskim Wschodzie, który rozpoczął się 28 lutego 2026 roku, skutkuje utrudnieniami w transporcie ropy naftowej przez cieśninę Ormuz. Wolumen eksportu ropy naftowej i produktów rafinowanych spadł do mniej niż 10 proc. poziomu sprzed konfliktu – podała 11 marca Międzynarodowa Agencja Energii (IEA). Zmusza to operatorów w całym regionie do wstrzymania lub znacznego ograniczenia produkcji. W ubiegłym roku przez cieśninę przepływało średnio 20 mln baryłek ropy naftowej i produktów naftowych dziennie, co stanowi około 25 proc. światowego handlu ropą drogą morską.
Jak podaje Agata Łoskot-Strachota z Ośrodka Studiów Wschodnich w analizie „Atak na Iran: wyzwania na rynku naftowym”, cieśnina Ormuz jest kluczowym szlakiem eksportowym dla sześciu państw-producentów ropy z Zatoki Perskiej. W Iranie, Iraku, Arabii Saudyjskiej, Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Kuwejcie i Katarze znajduje się ok. 55 proc. światowych zasobów surowca. Kraje te odpowiadały w 2024 roku za ok. 30 proc. globalnej produkcji ropy i ok. 35 proc. jej eksportu. Dodatkowo są one ważnymi producentami i eksporterami surowej benzyny, LPG, oleju napędowego, paliwa lotniczego i innych produktów naftowych.
– Europa po raz kolejny płaci wysoką cenę za kolejny konflikt, którego nie wywołała. Zrobili to Donald Trump i Benjamin Netanjahu, czyli Izrael ze Stanami Zjednoczonymi. To oni powinni płacić za to cenę na Bliskim Wschodzie. Skutki wcześniej czy później jednak trafiają do Europy. Już trafiają do Polski w postaci cen paliw czy wzrostu cen produktów – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Robert Biedroń.
Z danych Eurostatu wynika, że w 2024 roku główną kategorią produktów energetycznych importowanych do Unii Europejskiej była ropa naftowa i produkty ropopochodne, stanowiące 67 proc. importu energii. Największymi dostawcami były Stany Zjednoczone (16 proc.), Norwegia (12 proc.) i Kazachstan (9 proc.). Ropa naftowa sprowadzana była również z Arabii Saudyjskiej (8 proc.), Wielkiej Brytanii (6 proc.) i Libii (6 proc.). Wskaźnik zależności UE od importu energii wyniósł w 2024 roku 57 proc.
– Po co mamy dokładać do cen paliw, jeżeli możemy być w tych sprawach coraz bardziej niezależni, jeśli chodzi na przykład o inwestycje w OZE. Unia Europejska powinna promować i wspierać tę autonomię i odporność, a w ostatecznym rozrachunku będziemy mniej odczuwać skutki takich kryzysów – podkreśla europoseł Nowej Lewicy.
17 marca br. ropa brent kosztowała około 100 dol. za baryłkę, a ropa crude – 92,5 dol. Od 2 marca podrożały o ponad 37 proc. To bardzo szybko przełożyło się na ceny paliw, mimo uwolnienia rezerw strategicznych ropy naftowej. Jak wskazuje analiza BM Reflex, w ciągu dwóch tygodni od wybuchu wojny cena oleju napędowego wzrosła do średniego poziomu 7,64 zł za litr, a benzyny 95b – do 6,53 zł za litr.
– Dzisiaj wiemy, kto na pewno straci na konflikcie na Bliskim Wschodzie. Stracą Europejczycy, stracą Polacy, zyska na pewno Netanjahu, który zbija kolejne punkty polityczne i będzie się starał utrzymać u władzy. Zyska na tym Putin, który cieszy się z tego, że odwraca się uwagę od ważnej wojny w Ukrainie – ocenia Robert Biedroń. – To nie jest tylko kwestia uwagi, to jest też kwestia ograniczonych środków. Wiadomo, że jeżeli jest wojna, to Unia Europejska najczęściej znów płaci za to cenę, na przykład wspierając humanitarnie ofiary takich konfliktów, a później rozwój poszczególnych regionów. Budżet nie jest z gumy. Ukraina po raz kolejny stanie się ofiarą.
16 marca Komisja Europejska poinformowała, że przeznaczy 458 mln euro na pomoc humanitarną dla krajów dotkniętych wojną na Bliskim Wschodzie. Mowa o Syrii, Palestynie, Libanie, Jordanii i Egipcie.
Jak dodaje polityk, dalsza eskalacja konfliktu w regionie grozi osłabieniem wsparcia dla Ukrainy w zakresie sprzętu wojskowego i amunicji.
– Podczas trzech pierwszych dni wojny w Iranie zrzucono 800 Patriotów. To tyle, ile w ciągu czterech lat wojny w Ukrainie. Nie da się szybko wyprodukować nowych, nadrobić zasobów amunicji, uzbrojenia. Znów więc Ukraina poniesie tego cenę – uważa europoseł. – Każdy, kto wspiera Trumpa i to, co się dzieje w Iranie, powinien się dwa razy zastanowić. Wcześniej czy później przyjdzie nam, Europejczykom, zapłacić cenę za to wszystko.
Ta sytuacja również działa na korzyść Rosji. Podobnie działa ograniczenie dostaw ropy naftowej z regionu Bliskiego Wschodu, co może otworzyć nowe perspektywy dla surowca rosyjskiego.
– Oczywiście Putin liczy na to, że otworzą się nowe możliwości przez to, co się dzieje w Iranie i przez blokadę cieśniny Ormuz, przez którą przechodzi 20 proc. eksportu ropy naftowej i gazu. Tylko że Chiny, które mają dobre relacje w tamtym regionie, już się dogadują z Iranem i tankowce przewożące ropę czy gaz do Chin są przepuszczane przez irański reżim. Zatem Putin wielkiego dealu w tej sprawie z Chinami raczej nie zrobi – ocenia Robert Biedroń.
Jak donosi Statista, powołując się na dane Visual Capitalist, Chiny są największym odbiorcą irańskiej ropy naftowej. W 2024 roku trafiło do nich ok. 90 proc. eksportu ropy z Iranu.
– Iran jest poważnym przeciwnikiem. To jest państwo, które ma ogromny potencjał nie tylko ludnościowy, ekonomiczny, ale także militarny, wojskowy. Z nim dzisiaj Izrael i Stany Zjednoczone będą się musiały zmierzyć. Nie przypuszczam, żeby ten konflikt szybko się zakończył. To jest przypuszczenie wielu ekspertów, których słucham – podkreśla poseł do Parlamentu Europejskiego z Nowej Lewicy.
Źródło: Newseria









