
Tygrysy, kangury, surykatki i lemury, a obok kordon policji i prokuratorzy z biegłymi. Od wtorku w prywatnym ZOO Łączna w gminie Mieroszów na Dolnym Śląsku trwa jedna z największych akcji odbierania zwierząt w ostatnich latach. Pięć osób usłyszało zarzuty znęcania się nad co najmniej 561 zwierzętami, część z nich pojechała już do ogrodu w Holandii. Właściciele mówią o niezrozumiałej akcji, mieszkańcy blokowali transporty, a śledczy zapewniają, że nie chodzi o likwidację zoo. Zebraliśmy wszystko, co do tej pory wiadomo.
★ Najważniejsze informacje
- 🐅 Policja i prokuratura weszły do ZOO Łączna 13 października. Pierwszego dnia zabrano około 30 zwierząt.
- ⚖️ Pięć osób ma zarzuty znęcania się nad zwierzętami z art. 35 ust. 1 ustawy o ochronie zwierząt. Nikt nie przyznał się do winy.
- 🔢 Zarzut dotyczy co najmniej 561 zwierząt. Śledczy mówią o niedożywieniu, chorobach i śmierci części z nich.
- 🇳🇱 Około 20 zwierząt, w tym tygrys bengalski, trafiło do ogrodu w Holandii. Pozostałe do polskich fundacji i azyli.
- 🗣️ Właściciele odpierają zarzuty i podkreślają, że zoo przechodziło regularne kontrole.
- 🏛️ Prokuratura chce aresztu dla właściciela. Pozostałe osoby wyszły na wolność.
Akcja zapowiedziana dzień wcześniej
Nietypowe było już samo jej rozpoczęcie. W poniedziałek wieczorem współwłaściciel ogrodu Marcin Nowaczyk sam poinformował w mediach społecznościowych, że następnego ranka do zoo wejdą służby. W nagraniu nazwał zapowiadane odbieranie zwierząt niezrozumiałym. „Ewentualne ich przenoszenie to nie tylko kwestia transportu, to również ogromna odpowiedzialność za ich bezpieczeństwo, zdrowie i dobrostan” mówił.
We wtorek, 13 października, do ZOO Łączna przyjechali policjanci, prokuratorzy, biegli i lekarze weterynarii z Wojewódzkiego Inspektoratu Weterynarii. Każde zwierzę przechodziło badanie, po którym zapadała decyzja o jego ewentualnym zabraniu. Do pomocy przy karmieniu i zabezpieczaniu ściągnięto pracowników ogrodu zoologicznego w Opolu. Pod bramą zgromadzili się mieszkańcy i pracownicy, którzy próbowali zablokować wyjazd samochodów. Jedna z protestujących kobiet została zatrzymana za naruszenie nietykalności policjanta.
Zarzuty dla pięciu osób
W środę wieczorem cała piątka zatrzymanych usłyszała zarzuty. Śledztwo prowadzi Prokuratura Rejonowa w Wałbrzychu pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Świdnicy. Według śledczych podejrzani, „działając wspólnie i w porozumieniu”, znęcali się nad zwierzętami. Lista zaniedbań jest długa:
📋 Co zarzuca prokuratura
- 🍖 niewłaściwe żywienie i brak opieki weterynaryjnej oraz leków,
- 🧹 brudne i zbyt małe klatki, brak dostępu do czystej wody,
- 🌡️ narażanie zwierząt na upał i mróz,
- 🩺 ignorowanie objawów chorób,
- ⚠️ skutek: niedożywienie, choroby i śmierć części zwierząt.
Nikt z podejrzanych nie przyznał się do winy, wszyscy złożyli obszerne wyjaśnienia. Cztery osoby zwolniono, prokuratura skierowała natomiast do sądu wniosek o tymczasowy areszt dla Marcina N. Do chwili publikacji nie było informacji o decyzji sądu. Część mediów podaje różny skład zatrzymanych, wiadomo, że w większości to członkowie rodziny prowadzącej ogród.
Pełnomocnik właścicieli, mec. Łukasz Opaliński, krytykuje sposób przeprowadzenia akcji. „Spodziewaliśmy się spotkania, a mimo tego policja dokonała zatrzymań, jakbyśmy mieli do czynienia z kryminalistami czy osobami, które się ukrywają” mówił w rozmowie z Wirtualną Polską.
Dokąd trafiły zwierzęta?
Najbardziej wymagające gatunki, w tym drapieżniki, pojechały do specjalistycznego parku Landgoed Hoenderdaell w Holandii. Na wywóz tygrysa potrzebna była zgoda Ministerstwa Klimatu i Środowiska, a dolnośląski wojewódzki lekarz weterynarii zapewnia, że wydano świadectwa zdrowia i sprawdzono dokumenty CITES. Oto lista z pierwszego dnia akcji podana przez prokuraturę:
Inspekcja weterynaryjna mówi o 21 zwierzętach wywiezionych do Holandii, lista prokuratury liczy ich 20, stąd drobne różnice w doniesieniach. W środę zabierano kolejne zwierzęta, głównie ptaki. Śledczy podkreślają, że zwierzęta nie przepadły. „Na ten moment stanowią one dowód rzeczowy w śledztwie. O ich ostatecznym przepadku zadecyduje sąd w wyroku skazującym” przekazała prokuratura.
„Nie chcemy zlikwidować tego zoo”
Wokół akcji szybko pojawiły się pogłoski, że ogród zostanie zamknięty, a wszystkie zwierzęta wywiezione. Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Świdnicy prok. Mariusz Pindera stanowczo temu zaprzecza. „Dementuję informacje, że chcemy zlikwidować to zoo. Na pewno nie będzie tak, że zostaną zabrane wszystkie zwierzęta, bo nie ma takich możliwości” mówił.
Niezależnie od śledztwa toczy się jednak osobne postępowanie administracyjne. Na początku sierpnia Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska wszczęła z urzędu procedurę cofnięcia zezwolenia na prowadzenie ogrodu zoologicznego. Ostatnia kontrola regionalnej dyrekcji, prowadzona od lipca 2024 do września 2025 roku, wykazała nieprawidłowe warunki utrzymania niektórych gatunków, braki w dokumentacji hodowlanej i brak części dokumentów pochodzenia zwierząt. Według GDOŚ część wcześniejszych zaleceń pokontrolnych nie została wykonana.
Zobacz również:
POLSKA · 14.10.2026Pierwszy mróz na nizinach to dopiero rozgrzewka. Synoptycy wskazują, kiedy przymrozki uderzą mocniejWłaściciele: mamy dokumentację, chcemy współpracować
Właściciele zoo nie zgadzają się z ustaleniami śledczych. Przypominają, że ogród działa na podstawie zezwolenia GDOŚ i przechodzi regularne kontrole regionalnej dyrekcji oraz powiatowego lekarza weterynarii. „Mamy dokumentację dotyczącą opieki weterynaryjnej i funkcjonowania naszego ogrodu. Jesteśmy gotowi współpracować z właściwymi organami i wyjaśniać wszelkie zastrzeżenia” mówił Marcin Nowaczyk.
Część mieszkańców staje po stronie ogrodu. „Nigdy nie widziałam, żeby zwierzętom działa się jakakolwiek krzywda” mówiła reporterom TVN24 jedna z kobiet. Pracownicy alarmowali, że przez kordon policji nie mogli nakarmić zwierząt, i zaapelowali o „nadzór społeczny”, czyli nagrywanie nocnych transportów. W internecie powstała petycja w obronie zoo. Z drugiej strony fundacja Mondo Cane, obecna na miejscu, mówi o „niewłaściwych warunkach utrzymywania” i niespełnianiu specjalnych potrzeb gatunkowych.
Zoo z widokiem na Sudety
ZOO Łączna to rodzinny ogród położony w Górach Kamiennych, kilka kilometrów od granicy z Czechami. Zaczynał jako miejsce opieki nad zwierzętami, a status ogrodu zoologicznego otrzymał w 2012 roku. Od tego czasu pojawiły się w nim gatunki egzotyczne: tygrysy, kangury, jelenie milu, wielbłądy, wilki i kilka gatunków małp. Według właścicieli mieszka tu około 100 gatunków. Turystów przyciągały otwarte wybiegi z widokiem na góry oraz możliwość karmienia lemurów. W sezonie pracuje tu blisko 50 osób. W oficjalnym wykazie GDOŚ figuruje jako ZOO FARMA w Łącznej i jest jednym z zaledwie kilku ogrodów zoologicznych na Dolnym Śląsku.
Od maja pod lupą śledczych
Śledztwo nie zaczęło się w tym tygodniu. Pierwszy raz policja i prokuratura weszły do ogrodu 18 maja 2026 roku, po zawiadomieniach organizacji prozwierzęcych i osób prywatnych. Zabezpieczono wtedy dokumentację medyczną i hodowlaną, a zwierzęta oglądał biegły zoolog. Żadnego zwierzęcia wówczas nie odebrano, a zoo dalej przyjmowało gości. Dopiero opinie biegłych i zebrany przez kilka miesięcy materiał doprowadziły do zatrzymań.
Co grozi za znęcanie się nad zwierzętami?
Zarzuty w tej sprawie postawiono z art. 35 ust. 1, czyli podstawowego typu przestępstwa. O winie podejrzanych zdecyduje sąd, a do tego czasu przysługuje im domniemanie niewinności. Kluczowe będą opinie biegłych zoologów i lekarzy weterynarii, które mają ocenić stan każdego ze zbadanych zwierząt.
Najczęstsze pytania
Czy ZOO Łączna jest zamknięte?
Prokuratura zapewnia, że jej celem nie jest likwidacja ogrodu ani odebranie wszystkich zwierząt. Osobno GDOŚ prowadzi postępowanie w sprawie cofnięcia zezwolenia na prowadzenie zoo, które nie zostało jeszcze zakończone.
Ile zwierząt zabrano z ZOO Łączna?
Pierwszego dnia akcji około 30, z czego około 20 trafiło do Holandii. W kolejnych dniach zabierano głównie ptaki. Łączna liczba nie została jeszcze podana.
Kto usłyszał zarzuty?
Pięć osób związanych z ogrodem, w większości członkowie rodziny prowadzącej zoo. Wobec właściciela prokuratura wnioskuje o areszt, pozostali wyszli na wolność.









