
Poranek na terenie jednej z elbląskich firm zaczął się od alarmu i ewakuacji. Przy przyłączu gazowym budynku przy ulicy Rybnej pracownik zauważył plastikowe butelki wypełnione żółtą cieczą, z których wystawały kable. Na miejsce ściągnięto policjantów, strażaków i grupę minersko-pirotechniczną z Olsztyna. Jak się okazało, w pojemnikach znajdowała się substancja łatwopalna, która została już zneutralizowana.
★ Najważniejsze informacje
- ⚠️ Plastikowe butelki z żółtą cieczą i kablami stały przy przyłączu gazowym budynku firmy przy ulicy Rybnej w Elblągu.
- 🚒 Z budynku ewakuowano ludzi i wydzielono strefę niebezpieczną. Na miejscu pracowali policjanci i strażacy.
- 🧨 Do Elbląga skierowano grupę minersko-pirotechniczną z Olsztyna oraz funkcjonariuszy laboratorium kryminalistycznego.
- 🔥 W butelkach znajdowała się substancja łatwopalna. Została już zneutralizowana przez służby.
- 🕵️ Policja sprawdza też, czy komuś nie zależało na wywołaniu fałszywego alarmu. Trwa ustalanie sprawcy.
Znalezisko przy skrzynce gazowej
Niepokojące przedmioty zauważył jeden z pracowników firmy, który natychmiast zawiadomił służby. Według komunikatu Komendy Miejskiej Policji w Elblągu butelki stały bezpośrednio przy przyłączu gazowym budynku. Rzecznik wojewody warmińsko-mazurskiego Szymon Tarasewicz doprecyzował, że chodziło o dwie plastikowe bańki po wodzie, nieco większe niż standardowe półtoralitrowe, wypełnione żółtą cieczą, z których wystawały kabelki.
Służby nie mogły wykluczyć najgorszego scenariusza, dlatego z budynku ewakuowano wszystkie osoby, a wokół znaleziska wydzielono strefę niebezpieczną. Na miejscu pracowali policjanci i strażacy, a z Olsztyna skierowano grupę minersko-pirotechniczną samodzielnego pododdziału kontrterrorystycznego oraz funkcjonariuszy laboratorium kryminalistycznego.
🔎 Podejrzane znalezisko. Jak działały służby
Opracowanie własne na podstawie komunikatów służb
Substancja łatwopalna przy instalacji gazowej
Rzecznik elbląskiej policji nadkomisarz Krzysztof Nowacki potwierdził, że w butelkach znajdowała się nieduża ilość substancji, jednak jej umiejscowienie budziło poważne obawy. Pojemniki z łatwopalną cieczą ustawione bezpośrednio przy przyłączu gazowym mogły stwarzać realne zagrożenie dla budynku i przebywających w nim osób. Na antenie Polsat News funkcjonariusz przekazał, że ciecz okazała się substancją łatwopalną i została już zneutralizowana.
Śledczy sprawdzają teraz dwie hipotezy. Pierwsza zakłada, że ktoś rzeczywiście próbował doprowadzić do pożaru lub wybuchu. Druga, że celem było wywołanie zamieszania i fałszywego alarmu. Policja analizuje zapisy monitoringu i przesłuchuje świadków, aby ustalić, kto i po co zostawił pojemniki w tym miejscu.
Zobacz również:
POLSKA · 27.09.2026Z Łodzi do Paryża i z powrotem bez tankowania. Polak zdradza, jak płacić mniej za paliwoJak reagować na podejrzane przedmioty
Sprawa z Elbląga pokazuje, że czujność pracownika może zapobiec nieszczęściu. Służby od lat powtarzają te same zasady: podejrzanego przedmiotu nie wolno dotykać, przesuwać ani samodzielnie otwierać. Należy oddalić się na bezpieczną odległość, ostrzec osoby w pobliżu i zadzwonić pod numer alarmowy 112. Warto też zapamiętać lub sfotografować z daleka wygląd znaleziska, co może pomóc służbom w ocenie zagrożenia.
Najczęstsze pytania
Czym zajmuje się grupa minersko-pirotechniczna?
To specjalnie wyszkoleni policjanci, którzy sprawdzają i neutralizują przedmioty mogące zawierać materiały wybuchowe. Dysponują robotami, sprzętem rentgenowskim i kombinezonami przeciwwybuchowymi. W województwie warmińsko-mazurskim taka grupa działa przy pododdziale kontrterrorystycznym w Olsztynie.
Co grozi za wywołanie fałszywego alarmu?
Za fałszywe zawiadomienie o zagrożeniu, które uruchamia działania służb, grozi kara pozbawienia wolności od 6 miesięcy do 8 lat. Sprawca może też zostać obciążony kosztami akcji, które przy udziale pirotechników i ewakuacji potrafią sięgać dziesiątek tysięcy złotych.
Dlaczego służby traktują takie znaleziska tak poważnie?
Do momentu zbadania zawartości nikt nie jest w stanie ocenić, czy przedmiot jest groźny. Procedury zakładają więc najgorszy scenariusz, stąd ewakuacje i strefy bezpieczeństwa. Lepiej na kilka godzin wstrzymać pracę firmy, niż zaryzykować zdrowie i życie ludzi.









