poniedziałek, 13 lipca, 2020
- Reklama -

Koronawirus, czyli panika narodowa

Na początku grudnia 2019 roku mogliśmy usłyszeć informacje o pierwszych przypadkach zarażenia koronawirusem. Jako ognisko epidemii wskazuje się chińskie miasto Wuhan. Wraz z pojawieniem się koronawirus w Europie, rozpoczęło się międzynarodowe poruszenie. Machina medialna podawała informacje o nowych zarażeniach. Państwa zaczęły wprowadzać restrykcje, które de facto były pocałunkiem śmierci dla tamtejszych przedsiębiorców. Z kolei spanikowani obywatele założyli maseczki i wyruszyli… do sklepów. Chcieli zdążyć ze zrobieniem pokaźnych zapasów papieru toaletowego i mydła. Co się dziwić? W dobie epidemii- higiena to podstawa.

Straszny wirus

Kiedy epidemia koronawirusa w Europie dopiero kiełkowała, w mediach mogliśmy usłyszeć o tym, jak to kolejne ofiary umierają przywiązane do łóżek szpitalnych. Widzowie stali sparaliżowani ze strachu, że taki los może spotkać także ich. Dzisiaj wiemy, że była to sztucznie nadmuchana afera medialna. Według danych Worldometers, od 1 stycznia do 16 kwietnia br. na koronawirusa zmarło 135 230 osób.

Dla porównania, na grypę sezonową w tym samym czasie umarło 141 850 osób. To jeszcze nic! Liczba zgonów w wyniku choroby nowotworowej w tym samym przedziale czasowym, wynosi 2 395 168. Nasuwa się pytanie: czym kierują się rządy przeznaczające olbrzymie pieniądze na walkę z koronawirusem? Na pewno nie logiką.

Jeśli na nowotwór umiera ponad siedemnaście razy więcej ludzi niż na COVID-19, to rządy powinny przeznaczać siedemnaście razy więcej pieniędzy na leczenie nowotworów. W tym przypadku tak nie jest.

Rząd musi „coś” robić!

Odpowiedzialna postawa w trakcie trwania koronawirusa jest bardzo istotna. Ten przypadek jest o tyle trudny, że mamy do czynienia z nowym, nieznanym wcześniej wirusem. Problemem nie jest jednak wyjątkowa ostrożność, którą należy zachować w sytuacji potencjalnego zagrożenia.

- Reklama -

Prawdziwym problemem jest przeświadczenie większości obywateli, że w takiej sytuacji rząd musi „coś” robić. Ktoś spyta: no dobrze, ale czego właściwie oczekują ludzie od rządu. Odpowiedź brzmi: wszystko jedno- ważne, żeby „coś” robił. Na nasze nieszczęście, rządy na całym świecie (z wyjątkiem Szwecji i części państw Ameryki Południowej) ugięły się pod naciskami ludu.

Nie posiadają magicznej różdżki, która sprawi, że wirus zniknie. Skorzystali więc z tego co mają. Zamknięto szkoły, przedszkola, galerie handlowe. Wprowadzono restrykcje. Niektórych ludzi pozbawiono możliwości zarabiania pieniędzy. Rząd, który robi „coś” w trakcie trwania epidemii, zyskuje zaufanie swoich rodaków. W Polsce sytuacja była o tyle wyjątkowa, że wirus pojawił się w czasie kampanii prezydenckiej. Stanowcze działania rządu, przyczyniły się do wzrostu poparcia dla urzędującego prezydenta.

Wszystko się wydało…

Ważnym przedmiotem dyskusji podczas kampanii do zeszłorocznych wyborów parlamentarnych- była służba zdrowia. Partie ubiegające się o miejsca w parlamencie, składały przepiękne obietnice. Mówiły o potrzebie zwiększenia wydatków na finansowanie opieki zdrowotnej. Niektórzy proponowali przekształcenie obecnego modelu, na bardziej wolnorynkowy. Natomiast partia rządząca, szczyciła się swoimi dokonaniami w tym zakresie. Mówiła mniej więcej tyle, że: „jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej”.

Epidemia koronawirusa była świetną recenzją tego, jak trzymają się państwowe służby zdrowia na świecie. W Polsce dużym problemem było nawet dostarczenie lekarzom i pielęgniarkom odpowiednich akcesoriów ochronnych. Oczywiście- to nie tak, że cała wina leży po stronie obecnego rządu. Żadna władza w III RP nie podeszła poważnie do tematu naprawy służby zdrowia. Jednak jeśli obywatel w przekazach telewizji państwowej słyszy, że „polska służba zdrowia ma się dobrze”, ma prawo czuć się nieco rozczarowany.

Obywatelska postawa

Tak jak wcześniej było wspomniane- Polacy zachowali się bardzo odpowiedzialnie. Oczywiście nie zmienia to faktu, że cała ta panika jest na wyrost. Moglibyśmy skutecznie zniwelować ryzyko zarażenia bez konieczności rujnowania gospodarki. Na to już nic nie poradzimy. Ograniczenie kontaktów w czasie epidemii koronawirus, jest bez dwóch zdań czymś rozsądnym. Niektórzy jednak cofnęli się kilkadziesiąt lat wstecz i postanowili zapracować na miano wzorowego obywatela stosując znane nam już z historii metody. Mianowicie- zaczęli donosić.

Tym razem nie na „wrogów obecnego systemu”, lecz na osoby nie stosujące się do przepisów. Punkt kulminacyjny tego zjawiska mogliśmy zaobserwować podczas tegorocznych Świąt Wielkanocnych. Wtedy to rozdzwoniły się telefony na policję. Treść rozmowy brzmiała mniej więcej tak:
-Dobry. Przyjeżdżajcie do sąsiada. Zaprosił do siebie rodzinę.

O ile łamanie kwarantanny nie należy do najmądrzejszych pomysłów, o tyle nic tak nie niszczy społeczeństwa, jak wzajemne oskarżenia i zawiść. Trzeba umieć oddzielić obywatelską postawę od zwykłego braku przyzwoitości.

Czyste ręce- czyste sumienie

O koronawirusie można powiedzieć wiele złego. Jest jednak taka rzecz, za którą powinniśmy być mu wdzięczni. Część naszych rodaków nauczyła się… dbać o higienę rąk. Przynajmniej takie wrażenie można odnieść oglądając kampanie społeczne zachęcające do praktykowania tej czynności.

Najbardziej zadowolone z tego faktu powinny być firmy, które zaczęły produkować tzw. płyny do dezynfekcji. Popyt na ten towar urósł do tego poziomu, że PKN Orlen musiał „dla dobra Polaków”, wprowadzić go do swojej oferty sprzedażowej. Nie ma lepszego biznesu niż kupić towar za bardzo niską cenę i sprzedać go kilkanaście razy drożej. Do tego potrzeba odpowiednich nastrojów społecznych. A kto lepiej kreuje nastroje społeczne niż media głównego nurtu? Skojarzenia nasuwają się same…

System kontroli obywateli

Stan epidemii, w którym się znajdujemy, bardzo dobrze obrazuje jak łatwo władza może zniewolić swoich obywateli. Wiadomo, że nie ma lepszego narzędzia do trzymania ludzi w ryzach niż strach. W tym przypadku ludzie zostali zastraszeni „groźnym wirusem”.

Media nie próżnowały i codziennie nadawały niepokojące wiadomości dotyczące koronawirusa. Tym sposobem przerażeni obywatele nie mieli odwagi przeciwstawić się co raz to nowszym restrykcją rządu. Władza w kilka dni odebrała im podstawowe wolności. Co najlepsze: ludzie byli im za to wdzięczni. Dlaczego? Ponieważ rząd „coś” robi.

Maseczki nie chronią przed zarażeniem Koronawirusem

„One (maseczki) nie pomagają. One nie zabezpieczają przed wirusem. One nie zabezpieczają przed zachorowaniem ”- wbrew pozorom to nie są słowa nieobeznanego w temacie radykała. Autorem tej wypowiedzi jest nikt inny jak… Minister Zdrowia, p. Łukasz Szumowski. Wydawałoby się, że jeśli takie słowa padają z ust profesora nauk medycznych- należy traktować je w stu procentach poważnie. A tu jednak niespodzianka!

minister Łukasz Szumowski maseczki
youtube.com / Fakty RMF FP

Maseczki chronią przed zarażeniem koronawirusa

Parafrazując przysłowie: „polityk zmiennym jest”. Pan minister Łukasz Szumowski, który 26 lutego 2020 r. w wywiadzie dla RMF nie ukrywał, że śmieszy go noszenie maseczek– postanowił zmienić zdanie. Z tego powodu 9 kwietnia 2020 r. odbyła się konferencja, na której ogłoszono obowiązek zasłaniania nosa i ust w miejscach publicznych.

Rozporządzenie zaczęło obowiązywać z dniem 16 kwietnia br. Ciekawe co takiego stało się przez te kilkadziesiąt dni, że p. Szumowski zmienił pogląd w tej sprawie. Być może sprawdziło się tutaj stare polskie przysłowie, że „jak nie wiadomo o co chodzi, to wiadomo o chodzi”.

Biznes maseczkowy

Światło na tę sprawę rzuca zakup przez rząd maseczek ochronnych. Kontrakt na pokaźną sumę został podpisany z firmą, której jak się później okazało, właścicielem jest bliski znajomy pana ministra.

Ale co tam! Przecież to mógł być zwykły przypadek. Najgorsze w tej sytuacji jest to, że zakupione maseczki nie spełniają polskich norm. Tym samym nie nadają się do użytkowania. Pieniądze zostały wyrzucone w błoto. Polacy maseczek nie dostali. Natomiast winnych jak to w Polsce- oczywiście brak.

Kto da więcej?

Wraz z wejściem w życie przepisu nakazującego noszenia maseczek w miejscach publicznych- kandydaci na urząd prezydenta RP zaczęli licytować się na obietnice. Jak jeden obiecał, że państwo zapewni każdemu obywatelowi maseczkę, drugi podbijał stawkę oferując do tego testy na obecność koronawirusa.

Skąd weźmiemy pieniądze? Na to pytanie mało kto chciał odpowiadać. Kandydatom umykał też fakt, że jedna maseczka chroni człowieka maksymalnie trzydzieści minut. Po tym czasie powinna zostać wyrzucona do śmieci. Widzimy więc, że pomysł rozdania każdemu obywatelowi po jednej maseczce- jest co najmniej komiczny.

Rękawiczki (jednorazowe?)

Obserwując okres kwarantanny, można odnieść wrażenie, że Polacy nie znają takiego pojęcia jak „jednorazowość”. Dopóki działa, trzeba używać- to hasło świetnie obrazuje podejście Polaków do noszenia maseczek oraz rękawiczek.

Wydaje się śmieszne, ale z drugiej strony kogo z nas stać na to, żeby kupować nową maseczkę co trzydzieści minut lub zmieniać rękawiczki po każdorazowym wyjściu z domu. Tym bardziej, że pan minister Łukasz Szumowski sam nie może się zdecydować, czy chronią nas one przed zarażeniem.

Koronawirus

Kto tutaj jest chory?

Okazuje się, że istotnym problemem jest to, kogo można zakwalifikować jako zmarłego w wyniku koronawirusa. Wiemy, że najmniej odporne na tę chorobę są osoby w podeszłym wieku lub młodsze, borykające się z problemami zdrowotnymi. Rzeczywiście- mało kto umiera bezpośrednio na koronawirusa. Bardzo często ofiarami padają osoby, które i tak nie miały już większych szans na przeżycie (ludzie z ciężkimi chorobami).

Ponadto nasz rząd uznaje za osoby „zmarłe na koronawirusa”, tylko te, które w momencie zgonu przebywały w szpitalu. Jeśli zmarłeś na koronawirusa w domu- będzie to liczone jako „normalna” śmierć.

Koronawirus i Nowoczesne szkolnictwo

Jednym z działań, które miało na celu walkę z wirusem, było zamknięcie szkół. Rozporządzenie to weszło w życie 11 marca br. Sama decyzja wydaje się być uzasadniona. Powszechnie wiadomo, że dzieci są świetnymi roznosicielami koronawirusa. Lepiej dla społeczeństwa, jeśli w tej sytuacji zostaną w domu. Zamknięcie szkół nie jest równoznaczne z końcem nauki.

Rząd nakazał nauczycielom pracować z dziećmi zdalnie, przy wykorzystaniu „najnowszych technologii”. Być może kiedy pan minister Dariusz Piontkowski kończył w 2001r. Wyższą Szkołę Administracji Publicznej im. Stanisława Staszica w Białymstoku- połączenia internetowe można było uznać za „nowoczesną technologię”. Jednak w dzisiejszych czasach, szczególnie wśród młodzieży, jest to pewien standard. Kto by pomyślał, że dopiero epidemia koronawirusa zmusi nasz rząd, by uczynić szkolnictwo „bardziej nowoczesnym”.

Matury i egzaminy ósmoklasisty

Można sobie żartować, ale pamiętajmy, że rozmawiamy o przyszłości młodych, ambitnych ludzi. Nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć, że edukacja jest ważnym elementem w życiu każdego człowieka.

Po perturbacjach związanych z zeszłorocznym strajkiem nauczycieli, wydawało się, że nic tego nie przebije. A jednak! Wybuch epidemii oraz zamknięcie szkół postawiły przyszłość maturzystów i ósmoklasistów pod znakiem zapytania.

Poza tym, jak można się w tak niesprzyjających warunkach? Oprócz stresu związanego z samym testem, dochodzi niepewność związana z terminem pisania. Kiedy odbędzie się egzamin ósmoklasisty? Kiedy maturzyści przystąpią do pisania matur? Czy będą mogli czuć się bezpiecznie?

Dawanie kopert

Zakaz organizowania zgromadzeń publicznych pokrzyżował plany większości kandydatów. Notowania niektórych spadły tak nisko, że jedna z nich postanowiła zrezygnować z kandydowania. No cóż. Epidemia rządzi się swoimi prawami.

Prowadzenie kampanii prezydenckiej w tym trudnym okresie najwyraźniej przerosło niektórych kandydatów. Może to i lepiej. Z gry wypadli ci, którzy na ten urząd się nie nadawali. Mniejsza jednak o to. Partia rządząca robiła wszystko co w swojej mocy, aby przeprowadzić wybory 10 maja.

Wiemy, że „wybory korespondencyjne” nie doszły do skutku. Swoją cegiełkę dołożył do tego zdominowany przez opozycję senat, który zwlekał z odrzuceniem ustawy. Pan Jarosław Gowin może odczuwać teraz dumę. Powstała już nowa ustawa, która przewiduje tzw. wybory mieszane (połączenie wyborów korespondencyjnych z tradycyjnymi). Powstał jednak problem- co zrobić z wydrukowanymi kartami? Pomijając już fakt, że zostały wydrukowane nielegalnie oraz nie były przechowywane w bezpieczny sposób- ktoś musi za nie zapłacić.

Pan wicepremier Jacek Sasin zapewne nie pokryje tych kosztów z własnej kieszeni. Zapłacą więc za to podatnicy. Do pewnego momentu możliwe było ponowne wykorzystanie tych kart. Sytuację pokrzyżował jednak start w wyborach p. Rafała Trzaskowskiego, który został nowym kandydatem KO, w miejsce p. Małgorzaty Kidawy-Błońskiej.

Zabawa w rapera

Żyjemy w trudnym okresie. Niebezpieczeństwo związane z epidemią koronawirusa sprawia, że musimy mieć się na baczności. Jednak nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Ludzie zamknięci w domach musieli zmienić swoje dotychczasowe nawyki i dostosować się do obecnej sytuacji.

Zaczęli cieszyć się z małych rzeczy. Spotkanie z rodziną i wspólnie spędzony czas nabrały na wartości. Coś, co do nie dawna nie było niczym szczególnym, teraz stało się czymś wyjątkowym. Ten trudny czas chcieli umilić nam także raperzy. Rozpoczęli oni drugą edycję Hot16 Challenge.

To zabawa polegająca na stworzeniu szesnasto wersowego kawałku rapowego. Osoby biorące udział w wyzwaniu wpłacały też pieniądze na cel walki z koronawirusem. Do zabawy były nominowane co raz to ciekawsze osobistości, także te spoza środowiska rapowego.

Walcząc z ostrym cieniem mgły

Jedną z nominowanych osób był obecnie urzędujący prezydent RP, Andrzej Duda. Jego Hot16 Challenge wzbudziło wielkie zainteresowanie wśród internautów. Niektórzy dopatrywali się w nim ukrytego przekazu. To jednak teorie spiskowe. Faktem jest to, że lepiej dla wszystkich będzie, jak politycy będą zajmowali się polityką, a raperzy rapem. Oczywiście – Hot16 Challenge to akcja charytatywna.

Czytaj także: Zagraniczne owoce sprzedawane jako polskie

Im więcej osób weźmie w niej udział, tym lepiej. Jednak trzeba powiedzieć uczciwie, że utwór prezydenta Andrzeja Dudy, nie należy do najlepszych. Dużo ciekawszą piosenkę stworzył zaś Kazik. „Twój ból jest lepszy niż mój” szybko stał się hitem. Został odebrany przez większość słuchaczy bardzo pozytywnie. Nie spodobało się to jednak „Trójce”, która postanowiła usunąć jego utwór z listy przebojów. Kto by pomyślał, że w dzisiejszych czasach muzyka może wzbudzić takie zamieszanie.

Ludzie mają dość

Pierwszy miesiąc kwarantanny był niewątpliwie trudnym okresem dla nas wszystkich. Zostaliśmy zamknięci w domach- pozbawieni kontaktu ze swoimi bliskimi, a niekiedy pozbawieni możliwości zarobkowania. Te działania miały na celu zapobiec rozprzestrzenianiu się wirusa. Efekt był jednak taki, że zarażenia zostały rozłożone w czasie, kosztem upadku tysięcy firm.

Szacuje się, że bezrobocie pod koniec roku będzie sięgać dziesięciu procent. Czeka nas kryzys gospodarczy i gwałtowny wzrost cen. Nic dziwnego, że ludzie mają dość i zaczynają „wracać do normalności”. Spotykają się, chadzają swobodnie po sklepach, coraz częściej zapominają o maskach. To dobry znak. Wiemy już, że koronawirus nie jest tak zabójczy jak przewidywano. Rząd znosi kolejne ograniczenia. To najwyższy czas, by odnowić relacje towarzyskie i przestawić się na normalny tryb życia. Przecież epidemia koronawirus nie będzie trwała wiecznie.

Czytaj także: Andrzej Duda: Trzynastkę Pan dostał ode mnie i od rządu

Rząd chce dobra przedsiębiorców

Oczywistym jest fakt, że rząd wprowadzając restrykcje świadomie zniszczył część przedsiębiorstw. Te z kolei chcąc ratować się przed kompletną ruiną zaczęły masowo zwalniać pracowników. Władza chwali się jednak, że dba w tym trudnym czasie spowodowanym przez koronawirus o przedsiębiorców. Wsparcie w ramach tarczy antykryzysowej (sam się pogubiłem, która to już jest jej wersja) ma wynieść około 312 mld zł. Oczywiście większość tej kwoty to obligacje bankowe.

Gotówki za wiele tam nie znajdziemy. Po długich wahaniach rząd zwolnił przedsiębiorców z obowiązku płacenia składek na ZUS podczas pandemii koronawirus. Firmy, które utraciły sporą część dochodu, mogą zgłaszać się do państwa z wnioskiem o wsparcie finansowe. Pojawia się jednak problem. Do ZUS-u wpłynęło już ponad milion wniosków. Rozpatrzenie takiej ilości dokumentów wymaga dużej ilości czasu (tym bardziej, jeśli pracuje się zdalnie). Przedsiębiorcy żyjący z dnia na dzień- tego czasu nie mają.

Niskie podatki. Mnóstwo niskich podatków.

Już ustaliliśmy, że rząd „chce dobra przedsiębiorców” w związku z pandemią koronawirus. Każdy kto śledzi działania obecnego rządu wie, że premier Mateusz Morawiecki kieruje się w życiu zasadą „wszystkiego nie opodatkujesz, ale próbować warto”.

W ostatnim czasie w mediach pojawiły się nowe informacje, jakoby rząd planował wprowadzenie kolejnych podatków podczas trwania koroanwirusa. Oprócz podatku cukrowego, który nie wszedł w życie dzięki epidemii koronawrius, planowane jest też wprowadzenie podatku od śladu węglowego oraz podatku cyfrowego. Czy istnieje lepsza forma pomocy dla przedsiębiorców niż wprowadzanie nowych podatków?

Czytaj także: Bezdomny otrzymuje metamorfozę, która całkowicie zmienia jego życie