poniedziałek, 13 lipca, 2020
- Reklama -

Edukacja i biznes w Polsce: przyjaciele czy wrogowie?

Świat biznesu w dużej mierze przyjął rewolucję technologiczną i zdecydowany dynamizm XXI wieku, ale czy system edukacji generuje umiejętności i talent, których potrzebuje nowa generacja biznesu?


Amerykańska autorka Amanda Ripley uniosła brwi, dodając Polskę do swojego bestsellera New York Times 2013, „Najmądrzejsze dzieci na świecie: i jak się tak dostały”. „Polska, punkt wyjścia dla tak wielu żartów na całym świecie, zajęła trzynaste miejsce w czytaniu i osiemnaste w matematyce, tuż nad Stanami Zjednoczonymi w obu przedmiotach” – napisała. „W ciągu trzech lat Polska dogoniła świat rozwinięty. Jak to możliwe? od 2006 r. Polska osiąga wyjątkowo dobre wyniki w międzynarodowych standaryzowanych testach edukacyjnych, plasując się powyżej średniej OECD w czytaniu, naukach ścisłych i matematyce. Stawia to kraj w konkurencji z krajami takimi jak Finlandia, Korea Południowa, Niemcy i Kanada. Choć osiągnięcia te są niezwykłe, historia ma jeszcze inną stronę. Młodzi ludzie, wykształceni i wychowani w szkołach, aby funkcjonować przede wszystkim jako jednostki, są w dużej mierze nieprzygotowani na to, że czeka ich świat biznesu. Szybko rozwijająca się technologia, dążenie do lepszej komunikacji i dostęp do wiedzy wymagają systematycznych zmian. Świat biznesu złapał się dość szybko, ale co z systemem edukacji? Czy krajowe „fabryki wiedzy” produkujące absolwentów są dobrze przygotowane do wyzwań współczesnego świata?

Zalety i wady technologii

Rozwój algorytmów, robotyki i innowacyjnych technologii na początku fascynował świat, ale wkrótce stało się oczywiste, że musimy zacząć zadawać pytania, czy wszystko poszło za daleko. W raporcie McKinsey z 2017 r. zatytułowanym „Przyszłość, która działa: automatyzacja, zatrudnienie i wydajność” stwierdzono, że 5% istniejących zawodów może funkcjonować całkowicie bez udziału człowieka, a 60% wszystkich zawodów obejmuje co najmniej 30% technicznie automatycznych działań. Automatyzacja poprawia szybkość i jakość wykonywanych zadań i, według szacunków McKinsey, może zwiększyć globalny wzrost wydajności o 0,8-1,4% rocznie. Logiczne jest zatem założenie, że pracodawcy skorzystają z możliwości, jakie daje im automatyzacja, i zaczną wdrażać coraz więcej rozwiązań opartych na technologiach.

Ale co to oznacza dla przeciętnego pracownika? „Pracownicy, których miejsca pracy są zastępowane przez technologię, stają przed koniecznością przekwalifikowania się i zdobycia nowych umiejętności. Rośnie znaczenie zawodów i zadań wymagających umiejętności technicznych opartych na rozwoju technologicznym, co wprowadza zmiany w strukturze rynku ”- powiedziała Marcelina Godlewska, dyrektor zarządzająca Association of Business Service Leaders (ABSL). Raport opublikowany w tym roku przez ABSL wykazał, że większość analizowanych firm (70%) wprowadziłi różne rozwiązania wymagające inteligentnej automatyzacji i obecnie je testują. Chociaż 30% tych firm nie wdrożyło jeszcze zmian, przekazało, że planuje to zrobić w przyszłości. Godlewska dodała, że ​​to rosnące zapotrzebowanie na specjalistyczne umiejętności wpłynęło na strukturę rynku pracy. „Daje to szansę na wyższe pensje, ale z drugiej strony istnieje potrzeba przeciwdziałania bezrobociu technologicznemu. To zadanie wymaga zmian w systemie edukacji na wszystkich poziomach ”.

Nasuwa się pytanie, jakie działania powinien podjąć system edukacji, aby sprostać tym wyzwaniom? Według Jakuba Gontarka z Wydziału Umiejętności i Kompetencji Konfederacji Lewiatan ludzie są obecnie edukowani, a nie nauczani. „Studentów należy uczyć, jak się uczyć, a nie brać za pewnik narzucone im teorie. Kluczem jest rozwijanie potrzeby ciągłego rozwoju i uczenia się – formalnie poprzez kursy, szkolenia, programy coachingowe lub nieformalnie poprzez zabawy lub gry. ” Rafał Flis, współzałożyciel „Zwolnieni z Teorii” („Unshackled from Theory”), zgadza się. „Cała Europa ma tę samą chorobę – uczniowie powinni uczyć się wszystkiego na pamięć i chociaż nie ma nic złego w znajomości podstaw biologii, chemii itd., Szkoła powinna być czymś więcej” – powiedział Flis, którego instytucja stanowi platformę edukacyjną dla młodych ludzi do projektowania własnych projektów społecznych.

- Reklama -

W obliczu tych problemów Ministerstwo Edukacji Narodowej – MEN twierdzi, że przygotowało rozwiązania, które pozwolą młodym ludziom zdobyć umiejętności i kompetencje niezbędne do skutecznego funkcjonowania w dynamicznie zmieniającej się rzeczywistości XXI wieku. Rozwiązania te obejmują wprowadzenie do podstawy programowej podstaw kodowania, algorytmiki i zagadnień sztucznej inteligencji (AI) poprzez temat „Technologia informacyjna” (IT). To wszystko brzmi bardzo dobrze, ale istnieją pewne wątpliwości co do prawdziwego efektu tych zmian. Jeden z nauczycieli IT z krakowskiej szkoły podstawowej, z którym przeprowadzono wywiady w tym artykule, ujawnił, że nauczyciele mogą poszerzyć swoją wiedzę, biorąc udział w bezpłatnych kursach i warsztatach organizowanych zarówno online, jak i offline. Podkreśliła jednak, że przed zmianą programu szkolnego algorytmika była już częścią szkolnego programu nauczania i na podstawie jej doświadczenia często była zbyt trudna do zrozumienia dla dzieci. Ci, którzy chcieli wiedzieć więcej, mogli to zrobić podczas zajęć pozalekcyjnych prowadzonych przez nauczycieli po szkole. „Tylko w ubiegłym roku w polskich szkołach technicznych wprowadzono zawód programisty komputerowego (technik programista)” – powiedział Gontarek. „W Polsce wciąż istnieje silne przekonanie, że przedmiotów technicznych należy uczyć na uczelniach technicznych (politechnika) – ale w rzeczywistości biznes, a zwłaszcza jego produkcja, cierpi na brak pracowników średniego szczebla”.

System edukacji musi jednak robić coś dobrze w tej dziedzinie, jak podkreśla Jadwiga Emilewicz, Minister Przedsiębiorczości i Technologii. „Dziś polscy programiści są uznawani za najlepszych w Europie i za trzecich na świecie po Chinach i Rosji” – powiedziała. „W dwóch najpopularniejszych językach programowania, Java i Python, polscy programiści zajmują pierwsze i drugie miejsce.”

Umiejętności społeczne na ratunek

W obliczu rozwoju technologii system edukacji musi pokonać jeszcze jedno wyzwanie: pomóc młodym ludziom w rozwijaniu umiejętności, które nie zostaną zastąpione sztucznym intelektem(a przynajmniej jeszcze nie). Jak powiedział Gontarek: „umiejętności takie jak przywództwo, praca zespołowa, inteligencja emocjonalna oraz chęć uczenia się i rozwoju jako osoba są niezbędne do pracy z innymi, bez względu na stanowisko. Tajniki pracy można łatwo nauczyć i zweryfikować, a następnie firma może zdecydować, czy pracownik jest wart inwestycji. Ale umiejętności społeczne – lub ich brak – ujawnią się wcześniej czy później. ” Wartość umiejętności społecznych, które rozwijają się dłużej, wydaje się rozumiana zarówno przez rząd, jak i sektor biznesu. To kwestia, którą Emilewicz zna tak dobrze. Po problemach z niedoborem siły roboczej powiedziała, że ​​deficyt umiejętności miękkich w polskiej sile roboczej jest drugą co do wielkości skargą zgłaszaną przez firmy. Podobnie MEN i Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego (Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego – MNiSW) postrzegają zdobywanie umiejętności takich jak samodzielne i analityczne myślenie, przedsiębiorczość, skuteczna komunikacja i kreatywność jako ważna część edukacji na wszystkich poziomach. Co więcej, z wyjątkiem „zawodów regulowanych”, takich jak prawo i medycyna, od 2011 r. nie ma już listy ustalającej, jak powinien wyglądać dany stopień uniwersytecki. Oznacza to, że uniwersytety mogą dostosowywać swoje programy do potrzeb szybko zmieniającego się rynku pracy – chociaż MNiSW nadal utrzymuje, że „uniwersytet nie powinien kształcić ludzi do określonego zawodu”. Po krótkim spojrzeniu na nowy program studiów uniwersyteckich w Warszawie na rok akademicki 2019/2020 widać, że instytucja zrobiła krok w tym kierunku, dodając takie tytuły, jak chemia medyczna, kognitywistyka i inżynieria obliczeniowa. podobnie Uniwersytet Jagielloński w Krakowie w tym roku wprowadził takie kierunki, jak studia eurazjatyckie, ochrona środowiska i zarządzanie.

Jednak zmiany te nie wydają się rozwiązać innego problemu polskiego systemu edukacji, który Flis postrzega jako wysoce indywidualne podejście do uczenia się. „Wszystko koncentruje się na niezależnej pracy, co powoduje, że młodzi ludzie nie są przygotowani do pracy w zespole. Słyszałem wiele opowieści o absolutnie błyskotliwych ludziach, wykształconych w Polsce, którzy przenieśli się do Doliny Krzemowej tylko po to, by brutalnie skonfrontować się z własnymi ego. Musieli nauczyć się, jak pracować z innymi ludźmi, jak poprosić o pomoc – powiedział. Ewa Asztalos, nauczycielka literatury polskiej w jednym z warszawskich liceów z ponad 30-letnim doświadczeniem, przyznaje, że nauczyciele starają się wdrażać nowe metody w celu przełamania indywidualistycznego wzorca, ale nie zawsze są one skuteczne. „Badania pokazują, że pamięć echa jest najniższa dla młodych ludzi”, powiedziała. „Często nie słuchają nauczyciela, a nawet jeśli tak, nie mogą go zapamiętać; jak tylko informacje zostaną poznane, wkrótce zostaną zapomniane. Dlatego staramy się wycofać z tradycyjnych zajęć w stylu wykładowym i zrobić coś innego – na przykład użyj interaktywnych tablic, jeśli są na to pieniądze lub pracuj w grupach. Ale w ten sposób uczniowie pracują mniej efektywnie. Często jest jeden lider, który wykonuje całą pracę, i kilka osób, które nic nie robią – a wtedy trudno jest uczciwie oznaczyć ich pracę. ”

Sektor biznesu również postrzega umiejętności interpersonalne i analityczne, jeśli jest to konieczne. „Umiejętności takie jak umiejętność rozwiązywania problemów, analizy danych, utrzymywania relacji interpersonalnych, komunikacji i kreatywności stają się coraz ważniejsze w obliczu ewolucji rynku pracy” – powiedziała Godlewska. Wojciech Fedorowicz, Partner Zarządzający w TDJ Pitango Ventures wydaje się zgadzać: „Trzy najważniejsze cechy nowego przedsiębiorcy to przede wszystkim otwartość na naukę, otrzymywanie i udzielanie informacji zwrotnych. po drugie, umiejętność uczenia się na własnych błędach, chęć powrotu ze ślepej uliczki – oznacza to, że musisz być na tyle odważny, aby popełniać błędy, budując coś nowego. I na koniec często niedoceniana jakość, a mianowicie wytrwałość. Budując start-up trzeba włożyć dużo wysiłku, ale codzienne obowiązki zwykle nie przynoszą spektakularnych rezultatów. ” Co ciekawe, według Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii (MPiT), 72% właścicieli startupów ma ponad 30 lat, 15% ponad 40, a tylko niewielka grupa ma 20 lat. Wygląda na to, że młodzi Polacy potrzebują zachęty do założenia własnej firmy. Inicjatywy takie jak „Start w Polsce”, największy program dla start-upów w Europie Środkowej i Wschodniej, mogą być dobrym początkiem.

Większy obraz

Polska zdecydowanie nie jest osamotniona w walce o skuteczne połączenie edukacji z rynkiem pracy. Niepokojący raport McKinsey z 2014 roku pokazuje, że 7,5 miliona młodych ludzi w Europie nie uczy się ani nie pracuje, a ponad połowa niepracujących twierdzi, że po prostu nie może znaleźć pracy. Jednym z powodów jest duża rozbieżność między umiejętnościami potrzebnymi pracodawcom a umiejętnościami faktycznie posiadanymi przez młodych ludzi. Jednak raport nie obejmuje krajów Europy Wschodniej i twierdzi, że jego historia i gospodarka są „charakterystyczne”.

Według danych Eurostatu wskaźniki zatrudnienia młodzieży (osoby w wieku 15–24 lat) w Polsce, Czechach, na Węgrzech i na Słowacji są niższe niż średnia UE. Polska ma jeden z najwyższych wskaźników zatrudnienia wśród osób z wyższym wykształceniem wśród krajów UE – dla osób w wieku 25-74 lata wynosi 88,1%. Nie oznacza to jednak, że młodzi ludzie są lepiej przygotowani do rynku pracy, ponieważ osoby z wyższym wykształceniem w tej grupie wiekowej stanowią tylko 30% polskiej populacji. Analizując wskaźniki zatrudnienia osób z wykształceniem średnim II stopnia, Polska odnotowuje jeden z najniższych wyników w UE – 69,6%. Dane te wyraźnie pokazują, że uczęszczanie na uniwersytecie w kraju jest najbezpieczniejszym sposobem na znalezienie pracy, a szkoły handlowe są nadal uważane w najlepszym razie za przeciętne, a w najgorszym za bezużyteczne. Ci, którzy zdecydują się nie iść na uniwersytet, mogą nie mieć tyle szczęścia ze znalezieniem pracy.

Co ciekawe, kraje Europy Środkowej i Wschodniej różnią się podejściem do reformy systemu edukacji. Zarówno Czechy, jak i Węgry stosowały model angielski i wprowadziły czesne za swoje kursy uniwersyteckie, podczas gdy w Polsce i na Słowacji wykształcenie wyższe jest bezpłatne dla obywateli UE. Spośród tych czterech krajów Polska ma również najwyższy wskaźnik dostępu do szkolnictwa wyższego, z około 470 instytucjami, choć liczba ta prawdopodobnie spadnie z powodu niedawnej reformy MNiSW. Patrząc na wydatki rządowe na szkolnictwo wyższe skorelowane z PKB, Polska wydała 1,2% PKB na szkolnictwo wyższe w 2017 r., A tylko dwa inne kraje UE wydały więcej – Finlandia (1,8%) i Holandia (1,4%). Jednak ogólny odsetek wydatków na edukację (4,9%) spada nieco powyżej średniej UE (4,6%), a 12 innych krajów ma wyższą stawkę.

Dane te dowodzą, że kraj ma zdolność zostania liderem edukacyjnym w Europie Środkowo-Wschodniej. Jednak jeśli chodzi o przygotowanie studentów do wyzwań świata biznesu, wciąż pozostaje wiele do zrobienia. Jak powiedział Gontarek: „Dobrze zdefiniowane systemy edukacyjne, takie jak w Hongkongu, odpowiadają na pytanie: jakiego rodzaju pracowników chcemy? System edukacji musi odpowiadać potrzebom rynku pracy i obecnie wszystkie działania są wdrażane ad hoc, a nie w całościowy, systematyczny sposób. ” Na szczęście z perspektywy biznesowej sytuacja jest dziś lepsza niż kilka lat temu. „Jeśli spojrzymy na to, co mieliśmy 10 lat temu, postęp jest ogromny”, powiedział Fedorowicz. „Są ludzie i firmy, które wymyślają ambitne projekty, które nie są jedynie kopią zachodnich firm. przedsiębiorcy są w pełni zaangażowani, ale często brakuje im drugiego kluczowego elementu – doświadczenia. Ale nadchodzi nowa generacja szeregowych przedsiębiorców. To tylko kwestia czasu i tempa rozwoju rynków biznesowych ”. Istnieją również nadzieje na zmiany w systemie edukacji.