poniedziałek, 13 lipca, 2020
- Reklama -

Śmierć doktora, który jako pierwszy dostrzegł koronawirusa

Dr Li Wenliang, jeden z lekarzy, który jako pierwszy wypowiedział się przeciwko próbom chińskiego rządu stłumienia wiadomości o koronawirusie, zmarł z powodu choroby, przed którą ostrzegał cały świat.

Doktor Li zakwestionował próby utrzymania milczenia wobec nowego wirusa nie raz, ale dwa razy, a jeśli z tragedii jego śmierci wydarzy się coś dobrego, być może będzie to trzeci cios w koszmarną cenzurę, która ma miejsce w Chinach.

Pod koniec grudnia Li zauważył, że niektórzy z jego pacjentów cierpią na objawy podobne do tych wywołanych przez wirusa SARS. Chociaż specjalista okulista, a nie ekspert w dziedzinie chorób zakaźnych, Li wysłał wiadomość do innych lekarzy w swoim szpitalu w Wuhan, ostrzegając ich przed niebezpieczeństwem, a także zachęcając ich do używania sprzętu ochronnego w postaci maseczek.

Niestety Chiny specjalizujące się w tłumieniu informacji, gdy tylko dostały informację o wysyłanych przez Doktora ostrzeżeniach nasłały policję, która napadła na dom Li w środku nocy. Po obiecaniu, że nie będzie więcej nic mówić na temat wybuchu nowego koronawirusa, Li pozwolono powrócić do pracy, co okazało się nie być dobrym pomysłem, jaką się mogło im wydawać. 10 stycznia operował na oczach pacjenta, o którym nie wiedział, że ma 2019-nCOV (nazwa nowego koronawirusa) i przez brak zabezpieczeń sam się zaraził.

Większość osób, które zmarły w wyniku obecnie panującej epidemii koronawirusa, była w podeszłym wieku, a osoby młode i zdrowe często cierpiały jedynie na łagodne objawy. Niestety, Li nie było wśród nich i był hospitalizowany z silną gorączką i utrudnionym oddychaniem. Doniesienia o jego śmierci pojawiły się w czwartek.

- Reklama -

Podczas leczenia Li podał się do wiadomości publicznej, próbując ukryć, dzieląc się dokumentami z łóżka szpitalnego i udzielając wywiadów przez SMS. Aby opinia publiczna uświadomiła sobie powszechną nieuczciwość swojego rządu, Doktor Li stał się bohaterem.

Miejscowi urzędnicy przeprosili go i siedmiu innych lekarzy, których oskarżali o „szerzenie plotek”, ale fakt, że próba uciszenia Li oraz innych osób podsyciła jedynie wiarę w doniesienia, iż faktyczna liczba zainfekowanych znacznie przekracza oficjalnie podaną liczbę 43 000 (mapa infekcji).

Publiczna reakcja Chin na śmierć Li była tak wielka, że ​​nawet rządowy dziennik „The People’s Daily” określił to jako „żal narodowy”. Chińskie media społecznościowe odnoszące się do śmierci Li zostały ocenzurowane.

Ile żyć można by było uratować, gdyby ostrzeżenie Li przed wybuchem epidemii zostało potraktowane na poważanie, a nie ugaszone w przymusowy sposób nigdy się nie dowiemy. Niemniej jednak obecny efekt jest przypomnieniem, że rząd Chiński próbuje uciszyć komunikację naukową – coś, co niestety występuje również w bardziej demokratycznych narodach – rzadko kończy się dobrze dla kogokolwiek.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here