sobota, 31 października, 2020

Kulturowe rozbieżności, czyli jak serial „Emily w Paryżu” wkurzył Francuzów

Na Netflixie, 2 października bieżącego roku, pojawiła się nowa pozycja w serialowej kategorii pt.: „Emily w Paryżu”. Amerykanka z powodów zawodowych przylatuje do stolicy Francji i zmierza się z odmienną kulturą. Lekka, z pozoru niezobowiązująca historia wzbudziła wiele emocji wśród francuskich krytyków. Jaka jest tego przyczyna? Otóż stereotypowy sposób przedstawienia danej narodowości. Serial produkcji Darrena Stara musiał zmierzyć się z falą niezadowolenia, a warto wspomnieć przy tym, że ten sam człowiek odpowiedzialny jest za stworzenie takich superprodukcji jak „Seks w wielkim mieście” i „Beverly Hills 90210”. Jego nowy serial również nie zapomina o dobrych, sprośnych dialogach i modzie. Oczywiście wszystko to okraszone pięknymi widokami Paryża.

Serial znalazł szybko rzeszę fanów, natomiast nie zabrakło tych, którzy byli oburzeni banałami, które serial próbuje zaserwować widzom. The Hollywood Reporter zebrał francuskie recenzje, które kładą największy nacisk na „kulturową ignorancję Amerykanów”. Na stronie Sens Critique można przeczytać:

Trzeba bardzo kochać science fiction, aby oglądać ten serial, wiedząc, że Paryżanie są w większości przyjaźni, mówią nienagannym angielskim i kochają się godzinami (…). Scenarzyści być może zawahali się przez dwie lub trzy minuty nad wetknięciem beretu na głowę czy bagietki pod pachę każdemu Francuzowi, aby wyraźnie ich odróżnić, ale z drugiej strony oni wszyscy tam palą papierosy i flirtują na zabój.

Koronawirus: Szkocja zaczyna wychodzić z zamknięcia

Natomiast w tekście dla serwisu Premiere, Charles Martin napisał:

Dowiadujemy się (z serialu), że ‚wszyscy Francuzi są źli’ (tak, tak), leniwi i nigdy nie przychodzą do biura na czas, że są kokieteryjni i niezbyt przywiązani do koncepcji lojalności, że są seksistowscy oraz zacofani. I oczywiście, że mają wątpliwy stosunek do kąpieli. Tak, nie oszczędza się tam żadnego stereotypu, nawet najmniejszego.

Na Filmwebie, znanej platformie do oceniania i komentowania ekranowych produkcji, „Emily w Paryżu” zdobyła 6,5/10 gwiazdek. Umiejscawia się więc jako „średniak”. Spodziewalibyśmy się pewnie czegoś lepszego po twórcy „Seksu w wielkim mieście”. Jednak nie wszyscy są aż tak wybredni, z pewnością wielkim atutem serialu jest naturalna gra aktorska, piękni ludzie i magiczna sceneria. Należy jeszcze podkreślić, że dzięki wspomnianym banałom, można przenieść się do „lepszej” rzeczywistości, a właśnie po to sięgamy po niezobowiązujące seriale oraz filmy. Na AlloCiné, francuskim odpowiedniku wcześniej wymienionego portalu, „Emily w Paryżu” uzyskała ocenę 2,9/5. Mamy więc podobny osąd w obu przypadkach.

Należy pamiętać, że wszelkie fabuły zawierające kulturowe wzmianki są w szczególności brane pod lupę, tym bardziej gdy są potraktowane w sposób powierzchowny. Osobiście proponuję puszczenie oka w stronę obrazu jaki zapodaje nam Darren Star, jednak poruszenie ze strony Francuzów jest zrozumiałe i w tym wypadku, jak najbardziej na miejscu.

- Reklama -